Czy Masa Krytyczna jest jeszcze potrzebna?

Zapraszam do obejrzenia najnowszego odcinka Rowerowych Porad. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.



Gdy zadałem Wam na Facebooku pytanie, co sądzicie o Masie Krytycznej – w komentarzach zawrzało. Comiesięczny przejazd rowerzystów przez miasto, rozpala dyskusję do czerwoności. Ciężko było ustalić, czy więcej jest zwolenników czy przeciwników, ale jedno można powiedzieć – jednych i drugich jest bardzo wielu. Przyczynkiem do dyskusji było powstanie w Łodzi Antymasy Krytycznej, czyli ruchu sprzeciwiającemu się blokowaniu miasta przez rowerzystów z rowerowej MK. To właśnie w Łodzi, najbardziej widać niechęć do organizowanej co miesiąc manifestacji. Powstał nawet profil na Facebooku: Stop Masie Krytycznej w Łodzi, który polubiło już ponad 6000 osób. Tymczasem w grupie o Masie Krytycznej jest „jedynie” trochę ponad 4000 członków.

To pokazuje skalę i determinację przeciwników Masy. Nie wiadomo jeszcze, w jakiej formie ma przebiegać antydemonstracja, ale liczę na rozsądek urzędników, którzy nie dopuszczą do spotkania obu grup. Otwarte pozostaje pytanie – kto w tym sporze ma rację. Z jednej strony MK ma słuszne postulaty, do których wytrwale dąży – rozbudowę infrastruktury rowerowej i poprawę bezpieczeństwa rowerzystów. Działacze fundacji Fenomen, która organizuje MK, zajmują się również nadzorowaniem projektów dróg rowerowych, spotykają się z urzędnikami, monitorują budowę infrastruktury rowerowej.

Jedynym punktem zapalnym, jest ostatni piątek każdego miesiąca – gdy o godzinie 18 rowerzyści ruszają w miasto. Według przeciwników MK – rowerzyści blokują miasto, nie pozwalając kierowcom samochodów/autobusów/karetek poruszać się po centrum i okolicach. Zwolennicy Masy ripostują, że samochody blokują miasto przez cały miesiąc, a podczas przejazdu większych Mas Krytycznych, czas blokowania skrzyżowań nie jest bardzo długi (maj 2013, 1384 osoby, około 6 minut).

Wzajemna przepychanka może trwać w nieskończoność. Antymasa podaje, że koszt zabezpieczenia Mas Krytycznych przez policję, to 15 tysięcy złotych rocznie (albo ja coś źle zrozumiałem, bo według mnie to nie jest duża kwota). W odpowiedzi organizatorzy Masy, wytykają Tobiaszowi Puchalskiemu (organizatorowi Antymasy) przynależność partyjną i zbieranie kapitału politycznego przed wyborami.

Gdy w czerwcu 1999 roku Masa Krytyczna startowała w Łodzi, pewnie nikt nie snuł dalekosiężnych planów. Zgromadzenie było nielegalne, a zasięg i skala przedsięwzięcia były na tyle niewielkie, że czasem przyjeżdżał radiowóz i na tym pewnie sprawa się kończyła. Na nielegalnych Masach byłem kilka razy w życiu, nie powiem – fajnie było brać w nich udział. Dreszczyk emocji, raz „ucieczka” przed policją, jazda w niedużej, ale zgranej grupie.

Miało to swój urok i w sumie nie destabilizowało ruchu ulicznego, ponieważ stawaliśmy wtedy na czerwonych światłach. No dobrze, raz pamiętam, że Masa zablokowała Rondo Lotników Lwowskich na chwilę :) Tak to wyglądało w 2005 roku, gdy Masa (wciąż nielegalna) pojechała do Zgierza:

Wprawne oko zauważy brak wielu, obecnych dziś dróg rowerowych. Zwłaszcza drogi rowerowej wzdłuż Alei Włókniarzy – jednego z najruchliwszych traktów komunikacyjnych w Łodzi. Nie można powiedzieć, fundacja Fenomen oraz Masa Krytyczna wywarły bardzo duży nacisk na władze Łodzi, by te zaczęły wreszcie dostrzegać problemy rowerzystów.

Akurat w czerwcu 2014 roku wypada 15-lecie Masy Krytycznej w Łodzi. Zacząłem się zastanawiać – czy Masa jest jeszcze u nas potrzebna. Zapewne wiele miast w Polsce dopiero zaczyna walkę o godne traktowanie przez włodarzy miasta. Ale czy w Łodzi nie zrobiono już wiele dla rowerzystów? Oczywiście, nadal jest sporo do roboty, ale myślę, że małymi krokami dogonimy w końcu zachodnie standardy. Czy Masa Krytyczna musi o tym przypominać co miesiąc?

Nie przemawia do mnie argument przeciwników Masy o blokowaniu miasta. Patrząc na statystyki z 2013 roku, duża frekwencja jest jedynie w miesiącach kwiecień-sierpień (ew. wrzesień-październik). To tylko 5-7 miesięcy w roku (z czego dwa wakacyjne), w pozostałe miesiące w Masie bierze udział od 160 do 700 osób, co przy średnio 1400 osobach w ciepłych miesiącach wygląda mizernie i nie wpływa znacząco na blokowanie ulic. Mimo wszystko, dla poprawy wizerunku i lepszej prasy – Masa powinna pomyśleć o zmianie formuły.

Być może rozwiązaniem byłoby przesunięcie startu na godzinę 19 w ciepłe miesiące. Albo spotykanie się nie w centralnym punkcie miasta i ruszanie na obrzeża, ale od razu spotykanie się w konkretnej dzielnicy, by nie blokować co miesiąc centrum. A przynajmniej w ciepłe miesiące. Moim zdaniem Masa jest w Łodzi potrzebna. Tylko, że jej celem ma być pokazanie, że rowerzyści nadal chcą coś w Łodzi zmienić na lepsze. A nie wkurzanie sporej grupy ludzi. I choćby mieli oni masę(!) bzdurnych argumentów, to jeden jest mocny – blokowanie czegokolwiek nie jest „sexy”.

Te słowa kieruję również do Antymasy. Działanie na zasadzie „oko za oko” zazwyczaj nie wychodzi nikomu na dobre. Tutaj również warto zastanowić się, jak w ciekawy i niebanalny sposób pokazać swój sprzeciw.

Mój wpis mam nadzieję będzie kolejnym zaczynem do dyskusji. Nie tylko o Masie Krytycznej, ale także stanie infrastruktury rowerowej w Polsce. Piszcie :)

 


 
  • Mateusz Wiśniewski

    Jak najbardziej zgadzam się z tą opinią.
    Masa Krytyczna jest potrzebna, ale w obecnej formie przestaje przekonywać do jazdy na rowerze, a właściwie ma skutek wręcz odwrotny. Z uwagi, że obecnie w Łodzi jest prowadzonych wiele remontów MK stwarza kolejne problemy dla kierowców. W ten sposób ciężko przekonać, że rower ma więcej zalet niż samochód.
    Dodatkowym argumentem za zmianą formuły jest to, że w w przypadku Łodzi w kwestii infrastruktury rowerowej dzieje się sporo i wszyscy rowerzyści nie mogą narzekać.

    Moje rozwiązanie: przenieść Masę Krytyczną na weekend. Po pierwsze: mniejszy ruch samochodowy. Po drugie: więcej ludzi, którzy mają wolne, będzie mogło się przyłączyć.

  • Leszek G

    Ja z kolei uważam, że masa jest potrzebna, i powinna jeździć, aż do tej pory kiedy urzędnicy zmienią przepisy i zbudują na tyle wystarczającą infrastrukturę, że rowerem będziemy mogli dojechać w każde lub prawie każde miejsce w mieście i zostawić tam bezpiecznie rower.

  • smerek

    Moim zdaniem, Masę należy rozbudować, o KAŻDY piątek tygodnia. To przyspieszy pęknięcie tego ,,wrzoda”!!! I albo ,,wadze” uznają racje rowerzystów i ustąpią, solidniej zajmując się tematem. Albo Masa ,,zdechnie” naturalną śmiercią, ponieważ wszyscy uznają że spełnione są postulaty rowerzystów!

  • Michał

    Rolkarze w W-wie jeżdżą w czwartki o 21:00 w ramach Nightskatingu, dzięki czemu ich przejazdy są dla kierowców dużo mniej dotkliwe.

    Mimo że na rowerze jeżdżę codziennie, uważam, że takie zgromadzenie w piątek o 18:00, czyli w godzinach szczytu u progu weekendu, to raczej pójście na konfrontację, niż skuteczne przekonywanie do swoich pomysłów.

  • MaciekR

    (ostrzegam: długie)

    Subiektywna opinia osoby poruszającej się rowerem, ale tylko po mieście i tylko transportowo. Nie nazywam siebie rowerzystą, bo do tej grupy zaliczam ludzi, którzy jeżdżą sportowo lub rekreacyjnie. Powtórzę się nieco, bo część tego napisałem na Facebooku.

    W Masie Krytycznej brałem udział tylko raz i to nietypowej, bo na zakończenie ECC2014 i która odbywała się w sobotę, a nie w piątek, jak zazwyczaj. Być może wezmę udział w Gdyńskim Nocnym Przejeździe Rowerowym. Od MK trzymam się jak najdalej. Dlaczego:

    „Z jednej strony MK ma słuszne postulaty, do których wytrwale dąży – rozbudowę infrastruktury rowerowej i poprawa bezpieczeństwa rowerzystów.”

    Szkoda, że często jest to w oderwaniu od rzeczywistości. Np. wybiórcze wzorowanie się na zachodnich rozwiązaniach, które tam są często krytykowane. A wystarczyłoby się po prostu zapytać np. mieszkańców, czy osób odpowiedzialnych za rozwój infrastruktury któregokolwiek z miast w Holandii. Ja tak robię, co prawda tylko i wyłącznie z czystej ciekawości, ale to mocno ukształtowało moje poglądy na ten temat. Jest też sporo literatury na ten temat (niestety, część jest po holendersku). Mówiąc krótko: argumenty (nie tylko MK (masy krytycznej) często są niczym nie podparte. Popatrz choćby na komentarze na Facebooku pod Twoim (autora strony) wpisie na ten temat. Wybiórczo się patrzy na rozwiązania na Zachodzie, a — wbrew pozorom — jakość DDRów jest, delikatnie mówiąc, różna. A jakoś jeżdżą.

    Drugi zarzut: wysuwanie żądań, które może i są słuszne, ale podbijają koszty. Przykładem np. może być takie a nie inne poprowadzenie DDR. Owszem, marzę o DDR, który nie przechodzi ciągle z jednej strony na drugą. Ale to kosztuje. W zamian za to wolałbym lepsze oznakowanie, oświetlenie, jakąś stację samoobsługową itp. Nie upieram się, że infrastruktura rowerowa powinna być priorytetem. To infrastruktura dla pieszych powinna być bezwzględnie najważniejsza. Może to zabrzmiało dziwnie, ale im piesi — najsłabszy uczestnik — będą czuć się bezpiecznie na ulicach, to także my, rowerzyści, będziemy mieli lepiej. To jest w własnym, naszym interesie.

    MK blokuje drogi. Niestety. Jeśli ktoś nie dostrzega różnicy pomiędzy MK, zwykłym rowerzystą jadącym gdzieś tam, a samochodem, to słabo mi się robi. Jakoś — jadąc rowerem czy autem — nie potrzebuję żeby policja musiała mnie ubezpieczać, blokować przejazd innym uczestnikom. No i jadąc gdy widzę rowerzystę jadącego do pracy/szkoły to jest dla mnie zwykłym uczestnikiem ruchu drogowego; chcę go wyprzedzić? To go wyprzedzam, jeśli mogę. Jak to w normalnym ruchu. Każdy — mniej albo więcej — dokłada do jego natężenia.

    MK się do niego nie zalicza. 6 minut nie jest realne. Dodaj do tego konieczność rozładowania korków, które powstają. MK są robione po południu, w piątek — zwykle to dzień i pora, kiedy jest największy ruch. A tu dochodzi duże skupisko rowerów w jednym miejscu.

    15 tysięcy złotych? ZDiZ w Gdyni chciałby pomalować nowe oznakowanie poziome na jednym z DDR w Śródmieściu, ale blokują je koszty (są inne ważniejsze i droższe wydatki), a to koszt 3-5k PLN. Wolałbym zamiast MK pomalować te kilka(naście) kilometrów DDR.

    „Działacze fundacji Fenomen, która organizuje MK, zajmują się również nadzorowaniem projektów dróg rowerowych, spotykają się z urzędnikami, monitorują budowę infrastruktury rowerowej.”

    To bardzo pochwalam, także indywidualne akcje. To świadczy o sile i skuteczności rowerowego środowiska. I to zawsze będę chwalił. Nie oczekuję cudów, bo wiem, że czasem opór z strony urzędników jest ciężki, no i dając pieniądze rowerzystom często zabiera się je innym.

    Oczywiście kontrargumenty przeciwników MK (i zazwyczaj także rowerzystów) są niekiedy także absurdalne. Np. że niby nie płacimy podatków na drogi w mieście. Guzik prawda, jak ktoś śledzi przepływ pieniędzy i sposób ich wydatkowania, to wie z jakiego budżetu są opłacane drogi lokalne i gminne, a z jakiego np. autostrady.

    A co do zachęcania do jazdy rowerem, to wkleję, to co wpisałem na FB:
    Chcecie promować jazdę rowerem? A śmiało; wsiadajcie codziennie na rower i używajcie go do tego czego służy. Skuteczniejszej promocji tego transportu nie ma, a i przy okazji większa liczba (codziennie, a nie raz w miesiącu) rowerzystów faktycznie będzie zauważona przez kierowców i planistów miejskich. Czyli faktycznie osiągniemy masę krytyczną, której nikt nie zignoruje.

    A organizatorów MK proszę o dwie rzeczy:
    – nie mówicie i piszcie, że jesteście przedstawicielami rowerzystów w mieście. Wszyscy moi znajomi, którzy codziennie jeżdżą do pracy do Was się nie przyznają, możecie robić to samo, nie widzimy problemu. Albo poprawcie swój wizerunek.
    – pomyślcie i chociaż raz w roku zróbcie akcję wśród siebie, żeby jeździć bezpiecznie i zgodnie z przepisami. Tak, w deszczu i wieczorem światła się włącza! „Łyse” i zdarte opony może dają „+10” do lansu, ale to raczej w lesie, a nie na publicznej drodze. (wszystko to sytuacje autentyczne, które widzę niemal za każdym razem).

    A tak czytając cudze komentarze:

    @Leszek G
    „budują na tyle wystarczającą infrastrukturę, że rowerem będziemy mogli dojechać w każde lub prawie każde miejsce w mieście”

    Dlaczego, wytłumacz mi dlaczego muszą być wszędzie? Myślisz, że na Zachodzie możesz wszędzie dojechać rowerem. Choćby w tej cudnej rowerowej Holandii, gdzie ponoć rowerzystom wszystko wolno?

    @smerek
    „To przyspieszy pęknięcie tego ,,wrzoda”!!! I albo ,,wadze” uznają racje rowerzystów i ustąpią, solidniej zajmując się tematem. ”

    Teraz wiem czemu mówi się „rowerowi terroryści”…

  • LeszekK

    @MACIEKR: „A organizatorów MK proszę o dwie rzeczy:
    – nie mówicie i piszcie, że jesteście przedstawicielami rowerzystów w mieście. Wszyscy moi znajomi, którzy codziennie jeżdżą do pracy do Was się nie przyznają, możecie robić to samo, nie widzimy problemu. Albo poprawcie swój wizerunek.
    – pomyślcie i chociaż raz w roku zróbcie akcję wśród siebie, żeby jeździć bezpiecznie i zgodnie z przepisami. Tak, w deszczu i wieczorem światła się włącza! „Łyse” i zdarte opony może dają „+10″ do lansu, ale to raczej w lesie, a nie na publicznej drodze. (wszystko to sytuacje autentyczne, które widzę niemal za każdym razem).”

    Zgadzam się z powyższym. To co mnie zawsze raziło na MK to brak znajomości i/lub respektowania ich przez conajmniej kilku/nastu rowerzystów. Już o braku świateł nie wspomnę bo jest to nagminne.

    Według mnie, na ten moment, MK to zbieranina ludzi wcale nie walczących o dobro rowerzystów. Coś jak narodowcy, tyle że może to zbyt skrajne porównanie.

  • MaciekR

    Ale dostrzegam jeden pozytyw anty-masy. Może wreszcie organizatorzy MK potraktują to jako kubeł zimnej wody. Co prawda przeciwnicy nie mogą zabronić organizowaniu imprezy (powiedzmy sobie szczerze, to typowa zagrywka polityczna przed wyborami oraz dużo populizmu i jazdy na emocjach), ale pojawienie się krytycznego i wyraźnego głosu może zmobilizuje MK do zrewidowania swoich działań. Jak nie to z chęcią sam bym wziął udział w takiej anty-mk. Tylko nie wiem, czy obecność z rowerem będzie mile widziana.

    W każdym razie, jeśli wśród aktywnych rowerzystów jest spora grupa, która nie chce i nie lubi MK, to może czas się pochylić nad zmianami?

  • W Poznaniu też by się przydała taka Masa Krytyczna (o ile jeszcze nie ma). Infrastruktura często jest tragiczna i na odcinku 5 km do pracy mam kilka sytuacji w stylu: ścieżka rowerowa -> chodnik -> ścieżka rowerowa. Muszę więc albo łamać przepisy i jechać chwilę chodnikiem albo wjeżdżać na ulicę i później zjeżdżać na ścieżkę (o ile akurat nikt nie jedzie autem, bo bywa że nie da się zjechać).

    Celem masy powinno być jeżdżenie w takich głupich miejscach zgodnie z przepisami, czyli tym samym blokując ulicę. To powinno zwrócić uwagę wszystkich uczestników ruchu drogowego.

  • Lech T

    Najlepsze co organizatorzy masy mogliby zrobić nie rezygnując z masy i wyjść z całego zamieszania z twarzą, to własnie przeniesienie masy na środa/czwartek godzina 19/20. Przy tym do ustalania trasy mogliby wybrać kogoś mniej „złośliwego”, żeby co miesiąc nie blokować Włókniarzy/Rydza i alternatywnych do obecnie remontowanych dróg. Dla MK to żadna praktycznie zmiana, ale miastu i mieszkańcom pokazaliby, że faktycznie robią coś był łączyć Łodzian… Dopóki masa będzie w takim wymiarze jak obecnie (termin i jak najbardziej uciążliwy dla pozostałych wybór trasy), to jest to działanie na szkodę miasta, dzielenie mieszkańców i generowanie antagonizmów.

  • kowal

    Ale co w tym momencie są winni kierowcy? Przecież to oni najbardziej dostają po du…. Na pewno nie jeden ma potem problemy w pracy przez spóźnienie, bo którego szefa interesuje jakaś masa. MK owszem, ale nie kosztem kierowców, zawsze można jeździć w koło Urzędu:) i przeszkadzać tym, którym sie to należy.

  • Miałem nie pisać, ale po przeczytaniu komentarza @MACIEKR zmieniłem jednak zdanie.

    W MK brałem udział kilka razy, kiedy nie była jeszcze tak rozreklamowana. Wszędzie MK walczą niby o drogi rowerowe itd., itp. ale jak już taka droga powstaje, to jak się okazuje, korzysta z niej niewielka ilość rowerzystów o to niby walczących, bo jest nie taka jak trzeba, zawsze coś im nie pasuje (tak jest w Sosnowcu).

    Takie organizacje jak masa powinny walczyć o infrastrukturę rowerową, ale powinna też dawać przykład innym jak powinien wyglądać rower przygotowany do jazdy po zmierzchu, w jakim stanie powinny być opony i zwracać również na to uwagę. W swoich przejazdach MK powinna uwzględniać istniejące drogi i nimi się poruszać.

    W Katowicach ostatnia MK na jakiej byłem (2008 rok) jechała pod hasłem:
    „My nie blokujemy ruchu, My jesteśmy ruchem” i wtedy jechaliśmy rzeczywiście tak by tego ruchu nie blokować, a pokazać się wszystkim, niestety tamta ekipa która wtedy jechała już nie uczestniczy w tego typu akcjach, bo niestety ale teraz MK nie pokazują że są ruchem, a blokują ten ruch.

    Teraz pomyślcie ile można by zrobić dla rowerzystów za te 15 tys złotych.

    Co do Antymasy też się nie zgadzam ze wszystkim, to są kolejne skrajne poglądy, tylko w drugą stronę.

    Należy znaleźć złoty środek (a na pewno jest taki) i wypośrodkować obie „manifestacje”.

  • Z jednej strony jest to utrudnienie w ruchu, a z drugiej każdy ma prawo do zorganizowania zgrupowania i manifestowania swoich postulatów. Jeśli chodzi o Białostocką Masę Krytyczną to bierze w niej udział jakieś 40-80 osób, więc uważam, iż nie jest to wielkie utrudnienie w ruchu. Większe korki powodują procesje kościelne ;)

  • MaciekR

    Tak a propos narzekających na jakość polskich ścieżek. Tutaj parę linków do tego na czym Niemcy muszą jeździć (wbrew temu nie są to jakieś wybiórcze zdjęcia):
    http://www.aviewfromthecyclepath.com/2010/05/german-cycle-paths-vs-dutch-cycle-paths.html

    Polecam komentarz zaczynający się od słów:
    „Zaraz zejdę przed blok i zrobię kilka zdjęć jak wyglądają ścieżki u mnie, mam wrażenie, że Polacy zrobiliby aferę że hoho. ”

    http://www.forumrowerowe.org/topic/162841-bojano-miejscowosc-nieprzyjazna-rowerzystom/page-3#entry1513301

    i drugi, od słów: „Nie wiem z jakiego dałeś zdjęcia, ja w Hamburgu widziałem takie kwiatki:”

    Schleswig-Holstein, ale humorystycznie, bo to chyba zwykła droga:
    http://europebicycletouring.com/european_trips/Denmark/North%20Sea%20Route_small.jpg

    uwaga: ślisko! ;-)

  • KONRADP

    Uważam, że blokowanie miasta (nieważne na jaki czas) jest najgorszym sposobem na zwrócenie uwagi na problem braku odpowiedniej infrastruktury rowerowej. Celem MK powinno być promowanie tych rozwiązań poprzez uzyskanie wsparcie lokalnej społeczności. Blokując ulice i powodując, że np matka jadąca po dziecko do przedszkola zastanawia się czy odbierze dziecko na czas, nie spowoduje, że urzędnicy zaczną bardziej dostrzegać problemy rowerzystów. Efekt będzie taki, że będziemy postrzegani jako terroryści i tylko wzrośnie liczba osób niechętnych rowerzystom (nie tylko tym z MK).

    Sam dojeżdżam codziennie do pracy na rowerze, używam go też w weekendy na wypad z synem i widzę jak bardzo zmienia się cała infrastruktura rowerowa oraz jak zmieniają się zachowania kierowców wobec rowerzystów. Niestety widzę też jak zachowują się niektórzy rowerzyści. I tutaj leży sedno problemu – jeśli swoim zachowanie będziemy zrażać do siebie innych uczestników ruchu (auta i pieszych) to nigdy nie zdobędziemy ich poparcia. Nie uda nam się przekonać, że w ich interesie jest nacisk na urzędników, aby rozwijali ścieżki rowerowe, że rowery zniknęły z chodników i ulic.

    Mieszkam w Warszawie. W tym roku mamy pierwszy raz możliwość głosować nad budżetem partycypacyjnym i widzę, że wiele projektów dotyczy właśnie dróg dla rowerów. Może to jest metoda? Skoro w każdym mieście rowerzyści to kilka-kilkanaście tysięcy osób to mamy możliwość przeprowadzić interesujące nas projekty bez blokowania nikomu drogi do domu w piątkowe popołudnie?

  • Zawsze jest źle jak jakiś protest odbija się negatywnie na osobach postronnych. Coś jak blokowanie dróg za „starych dobrych czasów” lepperowców. Nie mam wątpliwości, że AMK jest totalnie idiotycznym tworem, ale MK powinna była już dawno zmienić strategię na taką, która wpływa na urzędników a nie przeszkadza ludziom w codziennych sprawach do których się spieszą.

  • Właśnie zapomniałem o funduszu partycypacyjnym. W Sosnowcu jest do wydania 5 baniek i jakoś nikt z MK nie myśli o skorzystaniu z tego, a szkoda. Lepiej raz w miesiącu przejechać miastem i problem z głowy, a tu trzeba by się wysilić, napisać projekt i zdobyć poparcie z którym nie byłoby problemu. Myślę że tak jest w każdym mieście.

    Ogólnie polskie MK powinny się zmienić i zamiast blokować ruch (tak 700 i więcej rowerzystów w zbitej grupie to blokowanie ruchu) nie powoduje przyrostu ścieżek, a tego że jesteśmy postrzegani jak terroryści. A jakby tak MK poruszały się już istniejącymi ścieżkami to wtedy władze by zauważyły że jest zapotrzebowanie na większą ilość takich rozwiązań i same by dążyły do ich rozwoju, tylko potrzebne są osoby które by to nadzorowały. Powtarzam nie jestem ani za MK, ani za AMK.

  • Na MK nigdy nie byłem, nie słyszałem też by była w moim mieście – w Olsztynie. Dlatego chciałbym powiedzieć o infrastrukturze rowerowej. Ścieżki są w stolicy Warmii i Mazur budowane, ale nie zawsze ułatwiają życie Olsztyniakom. Są wąskie, kręte (łuk zakrętu krótki, a kąt 90 stopni, więc nie jest łatwo pokonać zakrętu, nie wyjeżdżając po za ścieżkę), bardzo często trzeba omijać słupy, itp. Niekiedy wolałbym ich brak.

    Drogi dla rowerów to jedno, ale jeszcze trzeba z nich dobrze korzystać. Bo co z tego, że one są, kiedy piesi się po nich poruszają? Albo dwóch, czy trzech rowerzystów jadących w grupie zajmie całą szerokość?

  • MaciekR

    @Adam

    Pierwszy problem można jedynie rozwiązać kontaktując się z włodarzami. Nie zawsze to jest skuteczne, ale np. w Gdyni korzystamy z tego:
    http://seeclickfix.com/gdynia_poland

    Nie jest różowo, ale składając wniosek (czy indywidualnie, czy poprzez jakieś stowarzyszenie) i argumentując to np. niezgodnością z jakimś rozporządzeniem ministerstwa można czasem coś zdziałać, albo chociaż uzyskać (nawet niech będzie odległy) termin naprawy. Szerokość, odległość od skrzyżowania itp. dosyć jasno regulują rozporządzenia, więc mamy argumenty.

    Jak ktoś lubi MK to może spisać wszystkie uwagi z uzasadnieniem i podpisami uczestników. Zrobić przejazd w/w trasą i złożyć papier na ręce osoby odpowiedzialnej za infrastrukturę? Jeśli trasa by biegła tam, gdzie trzeba zjechać na ulicę to dodatkowo uświadomić kierowców, że nie robicie tego specjalnie, tylko że macie problem z wyborem alternatywy? Jak już robić przejazd do z głową.

    Co do drugiego akapitu. Tylko edukacja. MK nic nie zmieni. W Trójmieście też mieliśmy (i trochę nadal mamy) z tym problem. Wzrost codziennego ruchu drogowego spowodował, że ludzie (i piesi, i rowerzyści) zwracają uwagę na wzajemne poszanowanie się.

  • Sławek

    W Łodzi, w której mieszkam od urodzenia zbudowano jak na razie, czyli od 1999 r. niecałe 100 km ścieżek rowerowych. Najwięcej jest ich tam, gdzie wzdłuż ulic jest miejsce, a więc wdłuż Al. Włókniarzy, wzdłuż Al. Piłsudskiego, troszkę w Parku na Zdrowiu, w Arturówku, w Łagiewnikach, a ja się pytam, co z resztą? Przez 16 lat władze Łodzi wciąż zastanawiają się, czy i gdzie budować ścieżki? A co z centrum? Nie wszędze da się pojechać rowerem, bo np. przez centrum wobec braku ścieżek, ludzie jeżdżą chodnikami, bo strach jeździć po jezdni, gdzie zdecydowana większość kierowców nie toleruje cyklistów, po jezdni, na której na rowerzystów na każdym kroku czai się śmierć.

    Nawet wydzielone pasy na jezdni dla cyklistów nic nie dają dobrego, bo i tak na te pasy wjeżdżają po chamsku samochody!!!! Tak więc Masa Krytyczna jest bardzo potrzebna, by uzmysłowić władzom miasta a także i pozostałym użytkownikom dróg, że po to skonstruowano bicykl, by w dzisiejszych czasach można było z niego bezpiecznie korzystać!

  • MaciekR

    @Sławek

    „Przez 16 lat władze Łodzi wciąż zastanawiają się, czy i gdzie budować ścieżki? A co z centrum? Nie wszędze da się pojechać rowerem, bo np. przez centrum wobec braku ścieżek, ludzie jeżdżą chodnikami, bo strach jeździć po jezdni, gdzie zdecydowana większość kierowców nie toleruje cyklistów, po jezdni, na której na rowerzystów na każdym kroku czai się śmierć. ”

    „Dramat układasz”. Aż tyle trupów pojawia się na łódzkich ulicach? Ja tylko napotkałem jednego, już zawiniętego w worek, ale to była ofiara denaturatu, a nie krwiożerczych kierowców.

    W Łodzi, pamiętam, fajnie się jeździło* w Centrum rowerem, po ulicach, masa lokalnych klimatycznych uliczek, które były świetną alternatywą dla głównych arterii. Jedyny minus (trzeba było uważać), to szyny tramwajowe i dziurawą nawierzchnię. Nie wyobrażam sobie zrobienia DDR-a na np. Kilińskiego — nie ma gdzie. Narutowicza i Zielona to jeszcze, ale po co? Rewolucji — jak dobrze pamiętam — była jednokierunkowa, tam może faktycznie można pomyśleć o kontrapasie, żeby skrócić sobie drogę (ale tylko dlatego).

    Główne arterie — to myślę, że w każdym mieście ma sens robić DDRy, bo tam separacja (duża różnica prędkości) może się okazać potrzebna. Ale gdziekolwiek indziej to po co?

    Jestem zwolennikiem tzw „shared space” (nie tłumaczę, bo już w polskiej terminologii żyje parę niefortunnych tłumaczeń) i holenderskich rozwiązań. To realnie poprawia widoczność i bezpieczeństwo rowerzystów. Myślę, że bardziej rowerowa Holandia czy Dania się nie myli. Przy ich natężeniu ruchu rowerzystów złe zaprojektowanie infrastruktury by było od razu widoczne w wypadkach i kolizjach.

    „Tak więc Masa Krytyczna jest bardzo potrzebna, by uzmysłowić władzom miasta a także i pozostałym użytkownikom dróg, że po to skonstruowano bicykl, by w dzisiejszych czasach można było z niego bezpiecznie korzystać!”

    Prośba: wskaż mi korelację pomiędzy przejazdem MK, a wzrostem bezpieczeństwa rowerzysty(ów). Przyczyna->skutek. jak na matematyce. :-)

    * nie wiem jak teraz wygląda sytuacja, gdy jest robiona totalna „demolka” fabrycznej. Ja od tego czasu już tylko jako turysta pojawiam się w Łodzi.

  • MaciekR

    Dziś gdyńska masa będzie nietypowa. Nie zdążyli na czas zarejestrować zgromadzenia (dziwne, skoro co miesiąc to ćwiczą, ale nieważne). Więc będą jechać na zasadach ogólnych, zgodnie z przepisami ruchu drogowego bez zabezpieczenia policji. W planach mając tym razem(!) jechać po mniej ruchliwych ulicach w centrum.

    Czyli da się nie blokować głównych tras w piątkowy wieczór, bez konieczności wstrzymywania ruchu przez policję i straż miejską. :-)

  • MaciekR

    Update: obejrzałem sobie i zdjęcia i naocznie gdyńską MK jak poruszali się jak inni uczestnicy. Nie trzeba było blokować skrzyżowań przez policję. Dało się jechać zgodnie z przepisami i światłami. Ogólnie mówiąc: „dało się”.

    Nie można robić tego za każdym razem? Bez utrudniania życia innym uczestnikom (także rowerzystom, którzy po pracy muszą zawsze czekać jak cała ferajna sobie pojedzie)?

  • @MACIER Pewnie że się da, tylko trzeba chcieć, ale łatwiej(?) jest zgłosić przejazd zablokować wszystko i niby pokazywać że My o coś walczymy. Moim zdaniem takie właśnie przejazdy, zgodnie z przepisami PoRD przyniosą lepsze rezultaty, właśnie w takich akcjach widać jak wielu jest rowerzystów, jak potrzebna jest odpowiednia infrastruktura rowerowa.
    Zdjęć co prawda nie widziałem, ale zaraz poszukam na necie i przejrzę je.
    Tak kiedyś jeździła Katowicka MK, do póki była stara ekipa. Jak to teraz wygląda każdy wie i to jest powód dla którego na masy nie jeżdżę.

  • MaciekR

    Zmonopolizowałem trochę wpisy, ale co tam.

    @jędruś:

    filmik z MK:
    https://www.youtube.com/watch?v=M4Pl5nrF4cA

    Kameralnie co prawda, ale potrafili wreszcie jechać bez potrzeby asysty policji. Jakby robili tak zawsze, to może bym nawet wziął udział jakby czas pozwolił.

    A trochę nie a propos. MK walczy o lepsze ścieżki itp. Moja dziewczyna wróciła właśnie z Brukseli. Podobnie jak ja jeździ do pracy rowerem i także interesują ją rozwiązania z innych krajów. Tam jest mało ścieżek rowerowych, wręcz bardzo mało. Rowerzyści poruszają się na normalnych drogach. Co gorsza króluje tam (centrum) bruk, który średnio jest przyjazny dla szybko jeżdżących (osoby mające „mieszczuchy” mogą spać spokojnie, da się jeździć). Jakoś nie przeszkadza to rowerzystom, choć faktycznie ich liczba jest daleka od sąsiadującej Holandii. No ale DDRy trzeba robić wszędzie… Jako Gdynianin chwalę ostatnie posunięcia Gdańska, gdzie odchodzi się od takiej polityki, bo współdzielenie dróg wcale nie zwiększyło liczby wypadków.

    MK często traktuje samochody jak zło (puszki, śmierdziele, to najprzyjemniejsze określenia). Nie każdy może sobie pozwolić na rower. Nie każdy ma chęć. I nie jest z tego faktu gorszy. Nie udawajmy, że rower jest najlepszym środkiem transportu. Raczej pokażmy, że jest równie sensowny jak każdy inny. A to najlepiej wychodzi jak się jeździ codziennie jak każdy uczestnik ruchu.

  • @MACIEKR
    Jak widać dało się, tylko trzeba chcieć. Grupka duża nie była, ale mała też nie. Wszyscy ładnie jechali spokojnym tempem i co najważniejsze ruch nie był tamowany. Takie masy mają sens. Nie tylko pokazują że drogi i ścieżki rowerowe są potrzebne, ale że rowerem można jeździć w każdym wieku i na każdym rodzaju roweru da się jeździć po mieście.

    Współdzielenie nie jest najgorszym rozwiązaniem, a po kostce też da się jeździć. Koło mnie zrobili ścieżkę rowerową współdzieloną z chodnikiem z kostki, jeździ się dobrze, ale kostka jest bez fazowa i odpowiednio ułożona.

    W naszym społeczeństwie potrzebna jest odpowiednia edukacja że rowerzysta to pełnoprawny uczestnik ruchu, że ścieżki są dla rowerów, a chodnik dla pieszych. Właśnie też o taką edukację powinna walczyć również masa, a nie tylko o kolejne ścieżki.

  • MaciekR

    „W naszym społeczeństwie potrzebna jest odpowiednia edukacja że rowerzysta to pełnoprawny uczestnik ruchu”

    Ale to trzeba edukować i kierowców, i rowerzystów. Bo jazda po ulicy to przepisy i nie ma zmiłuj. No i że np. ułatwianie poruszania się tym „blachosmrodom” nie ujmuje honoru i powinno być codziennością (zupełnie zapomina się w światku rowerowym, że to musi działać w obydwie strony, skoro wszyscy na ulicy mają te same prawa). To działa: mijam codziennie te same samochody i rowery: ułatwiając sobie życie jakoś jeździmy bezkonfliktowo. Rzadko pojawiają się problemy.

    Żeby nie było: też popełniam błędy i w jednym miejscu wręcz świadomie wjeżdżam na chodnik: nie zamierzam się potem jakoś tłumaczyć z tego policji jak mnie zatrzyma (inna sprawa, że ma to w poważaniu dopóki nie przeszkadzam pieszym, za co jej dziękuję). Ale zauważyłem, że kierowcy w większości traktują mnie jak zgniłe jajko i omijają szerokim łukiem.

    „Właśnie też o taką edukację powinna walczyć również masa, a nie tylko o kolejne ścieżki.”

    Ale coś idzie w dobrym kierunku: pojawiają się akcje, które pomagają początkującym w jeździe do pracy (jak i gdzie pojechać, gdzie mogą być problemy, jak się zachować) z instruktorem. Z tego co kojarzę także w Łodzi. Pojawiają się kampanie jazdy z światłami (rowerzyści), zachowania odstępu (kierowcy). Dużo tego nie ma, ale kiedyś w ogóle o tym nie pomyślano.

    Dziwna rzecz: rozmawiając z poszczególnymi uczestnikami MK widzę często trzeźwe podejście do problemów. Razem powstaje jakaś „ciemna masa”. Co jest grane?

  • Michał

    ” MK często traktuje samochody jako zło: puszki, śmierdziele… ”

    Ciekawe jak w ten sposób myślący ” masokrytyczniak ” wyobraża sobie codzienny dowóz chleba do sklepu na rogu, mleka do ” Biedronki ” albo ulubionych izotoników do ” Tesco „? Rowerami???

    Od wszelkiej ortodoksji ( chyba że prawicowa :)) ) strzeż mnie Panie a co za tym idzie od związanych z nią ostracyzmów.
    Ostatnio pojechałem do klienta rowerem, w dodatku po pieniądze. Jak on się na mnie patrzył…. Pan w średnim wieku z brzuszkiem, w obcisłych gatkach z pampersem i w mokrej koszulce…

    Nigdy więcej.

  • @Michał – nie wszędzie trzeba jeździć samochodem. Nie wszędzie trzeba jeździć w pampersie i zapitalać tak, żeby się spocić. Są ludzie, którzy do tej przysłowiowej Biedronki jeżdżą samochodem, chociaż mają do niej 500 metrów. Zamiast przejść się na pieszo chociażby.

  • KONRADP

    @MACIEKR – obejrzałem filmik z MK i przyznaję, że tak wyglądające masy dałyby o wiele lepsze efekty.

    Po pierwsze nadal widać ilość rowerzystów, a chyba taki jest cel każdej MK.

    Po drugie, pomimo tak licznej ekipy miasto nie wydawało się zablokowane. Nikt nie może wtedy powiedzieć, że znowu rowerzyści misto blokują bo to nie prawda. To jest po prostu przejazd wielu pojazdów na takich samych prawach jak reszta uczestników ruchu.

    Po trzecie i chyba najważniejsze, kiedy MK nie odgradza się od reszty uczestników ruchu ulicznego policją jest szansa na wspólne nuczenie sie do siebie szacunku i respektowania swoich praw na drodze, ale również na egzekwowanie przepisów.

  • MaciekR

    @KONRADP

    Teraz żeby organizatorzy mas krytycznych (w każdym mieście) chociaż zobaczyli ten wątek. Trochę mi brakuje tutaj ich zdania.

  • KONRADP

    To jeszcze tylko zamykając dyskusję o budżetach partycypacyjnych i ich wpływie na infrastrukturę rowerowę śpieszę poinformować, że w Warszawie prawie każda dzielnica wybrała mniejszy lub większy projekt rowerowy. U mnie akurat wygrał dość duży projekt ogólno-dzielnicowy. Ale w innych częściach miastach wybierano też konkretne projekty np. budowę konkretnej ścieżki lub kontrpasa.

  • Okulary

    dobra inicjatywa, ale też rozumiem innych uczestników ruchu drogowego. Bo to trochę wstrzymuje / blokuje funkcjonowanie reszty.

  • TUKAN TOM

    Nie wiem jak to wygląda w Łodzi ale opowiem wam jak to robi się w Opolu.
    Po wielu latach Masa Krytyczna odbywa się co miesiąc w piątki o 18 tej i nie polega tylko na przejechaniu przez miasto lecz coraz częściej wyznacza się trasę masy przez newralgiczne miejsca w mieście – czyli takie gdzie zjazd na DDR lub przejazd rowerzysty jest dla niego samego problematyczny lub zagrażający życiu. Dlaczego tak, ano po to by grupą pokazać włodarzom miasta TUTAJ MAMY PROBLEM czyli edukacja i pokazanie również kierowcą, że na co dzień to rowerzysta ma problem z bezpieczeństwem.