Shimano Windstopper Thermal – test zimowych rękawiczek rowerowych

Starość, nie radość – jak to mówią. Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem, ale pod jednym względem u mnie się sprawdziło. Kiedyś, gdy termometry pokazywały między -10, a +5 stopni – wychodząc na rower, wystarczała mi para zwykłych, cywilnych, lekko ocieplonych rękawiczek. Ewentualnie zakładałem jeszcze letnie, rowerowe rękawiczki bez palców pod spód. I jeździłem, a palce aż tak nie marzły, a przynajmniej ja tego nie czułem. Niestety, od pewnego czasu jestem coraz bardziej wrażliwy na chłód. W 2015 roku kupiłem sobie zimową czapkę pod kask, a pod koniec zeszłego roku, dojrzałem do decyzji o zakupie porządnych, zimowych rękawic (kupiłem też ochraniacze na buty, ale o tym może innym razem).

Shimano WindStopper Thermal Reflective

Zimowe rękawice na rower

Nie lubię iść w półśrodki i nie przepadam za wydawaniem pieniędzy dwa razy na to samo. Uznałem, że nie będę eksperymentował z tanimi rękawiczkami, choć docierały do mnie pozytywne opinie o modelach, które potrafią kosztować w granicach 50-80 złotych. Ostatecznie nie chciałem aż tak ryzykować i kupiłem rękawice Shimano Windstopper Thermal Reflective. Kosztują 149 złotych, ale jeżeli masz duże dłonie, gdzieniegdzie da się je kupić ciut taniej.

Ciepłe rękawice na rower

Zacznę od najważniejszego – czy jest w nich ciepło? Spokojnie mogę powiedzieć, że tak. Nie wiem czy zaspokoją one potrzeby największego zmarzlucha, ale ja nie mogę narzekać. Co prawda na razie nie mieliśmy jeszcze siarczystych mrozów, ale przy -5 stopniach sprawdziły się wyśmienicie. Jak wiadomo, sam mróz to jedynie połowa problemów. Równie poważnym, jeżeli nie większym – jest pęd powietrza, który jest nieunikniony podczas jazdy na rowerze. I nie myślę jedynie o szaleńczych zjazdach z dużą prędkością. Wystarczy jechać 20-25 km/h, aby dotkliwie odczuć niekorzystny wpływ wiatru.

Windstopper

Te rękawiczki oprócz tego, że są ocieplone, mają także warstwę membrany przeciwwietrznej Windstopper. W życiu miałem do czynienia z różnymi rodzajami membran tego typu, ale cały czas uważam, że produkt firmy Gore jest bezkonkurencyjny na tym polu. Tak jak Gore-Tex w membranach przeciwdeszczowych. Rękawice nie przewiewają nic, a nic. Jeździłem w nich po kilka godzin jednego dnia, i nie było z tym żadnego problemu.

Shimano WindStopper Thermal Reflective

Oczywiście daleko im do grubych, bardzo mocno docieplonych rękawic narciarskich. Ale nie takie jest ich przeznaczenie. Choć te są dobrze ocieplone, jednocześnie nie krępują ruchów i bez problemów można obsługiwać hamulce czy zmieniać biegi. Myślę, że sprawdziłyby się także w rowerach szosowych. Na palcu wskazującym oraz środkowym, powierzchnia rękawic jest karbowana, co poprawia chwyt klamki hamulcowej. Dodatkowo, na palcach wskazujących obu rękawiczek znajdziemy powierzchnię, która umożliwia obsługę telefonu komórkowego bez ich zdejmowania. Korzystanie w nich z dotykowego ekranu, nie jest może najwygodniejsze na świecie, ale spokojnie da się to zrobić.

Test rękawic Shimano WindStopper Thermal Reflective

Shimano WindStopper Thermal Reflective

Z zewnętrznych elementów warte odnotowania są jeszcze wstawki z gąbki, po wewnętrznej stronie rękawic. Znajdują się w optymalnym miejscu, tak aby dłoń nie odgniatała się od kierownicy. Na kciukach znajdziemy frotki, które… hmmm, w letnich rękawiczkach to świetna sprawa, w tym przypadku mam wrażenie, że częściej będzie się nimi wycierać nos ;) Na dole rękawice zapinane są na bardzo wygodny rzep, który sprawi, że zimne powietrze nie będzie się pod nią dostawało. Natomiast na palcach, po zewnętrznej stronie, producent umieścił odblaskowe elementy. To miły dodatek poprawiający trochę naszą widoczność po zmroku.

Shimano WindStopper Thermal Reflective

Powiem Wam tak, nigdy nie przemawiał do mnie marketingowy żargon. W tych rękawicach znajdziemy „Metallic thermal tech” (okej, jest w środku metaliczna warstwa, która ma zatrzymywać ciepło w środku), gąbeczki są wykonane w technologii „Poron XDR”, a za możliwość obsługi ekranów dotykowych odpowiada „3D Smart Fingertips”. Trochę pod nosem się śmieję z tych „kosmicznych” i opatentowanych nazw, które działają jak trzeba, ale nie potrzebują do tego żadnych specjalnych określeń :)

Rowerowe Porady Łukasz Przechodzeń

Podsumowując – w tych rękawicach jest ciepło, może nie gorąco, ale nie o to w nich chodzi. Nie przewiewają i dają stosowny komfort cieplny. Są bardzo wygodne i dopasowane do dłoni, pozwalając na trzymanie kierownicy, zmianę biegów i hamowanie. O żywotności ciężko mi na razie cokolwiek powiedzieć, ale patrząc na moją czapkę pod kask, jestem spokojny, że sporo wytrzymają. Wady? Na razie nie znalazłem. Oczywiście mogłyby być tańsze, ale ja przekonałem się, że za dobre, zimowe rękawice na rower warto tyle zapłacić.

 



  • Dominik

    kupiłem w Lidlu za 25 zeta żelowe , pełne zimowe wiatroodporne. Rewelacja !

    • paweł

      O ciuchach z Lidla napisano już wiele i nie zawsze dobrego. Zdania są podzielone. U jednych się sprawdzają u innych nie bardzo…

    • Jacek Kapela

      Na ostatniej promocji w Lidlu kupiłem te rękawiczki i czapkę. Rekawiczki niezłe ale nie nadają się na minusy. Są dla mnie za zimne. Kciuk nie ma windstoppera i przymarza. Połowa rękawiczki ma jakąś taniutką membranę i na ok. 5 stopni jest ok. Ale ogólnie za te pieniądze są bardzo w porządku. Czapka też ok. Windstopper to to nie jest ale ciut powyżej zera jak najbardziej ok.

  • KW

    Cóż to za błotniki są? Może o nich coś napiszesz? Używasz ich cały rok czy tylko zimą?

  • Piotr z bagien

    No jak to tak w kasku i bez czapki??? :)
    A co do rękawiczek to zgadzam się w 100% – kto wydaje mało płaci dwa razy. Lub więcej. Dlatego myślę, że jak ktoś już poważnie :) podchodzi do tematu jakichkolwiek sportów na świeżym powietrzu to nie ma zlituj się -albo komfort albo choroba. Jeśli ktoś uważa, że ma deficyt zdrowia to bardzo proszę, byle tylko w przyszłości nie biadolił jak go korzonki tudzież inne członki bolą, strzykają a całą swoją emeryturą zostawia w NFZecie.
    W tym roku zimy ni ma ale zapobiegawczo warto zaopatrzyć się nie tylko w rękawiczki chroniące przed wiatrem ale również przed padającym deszczem. Dla mnie no.1 to Dex Shell Touchfit.

  • Daniel

    Witam. Długo borykałem się z problemem marznących dłoni zimą na rowerze. W zeszłym roku kupiłem zimowe rękawice na rower naszego południowego sąsiada-firmy Polednik, model Syberia. Dłonie w nich, mimo mrozu, się wręcz pociły. Mogę tylko polecić. Ciekawy jestem jak by wypadły w porównaniu do opisanych w powyższym artykule, bo kupiłem je za 99zł. Pozdrawiam, Daniel Kaczmarek.

  • paweł

    A gdzie ta czapka? :)
    U mnie jest inny problem – marznące nadgarstki. Rękawiczki mogą być jakiekolwiek ale niestety jak temperatura spada poniżej zera to muszę zakładać ocieplacze i niestety wstyd przyznać ale problem powstał od jazdy na rowerze. I to zupełnie przypadkowo. Rękawice mam z „Deca..”. Całkiem dobre ale kosztowały gdzieś koło setki plnów. Niestety nie są wodoodporne… nasiąkają jak gąbka.
    Łukasz, nie widziałem w tekście informacji czy te rękawice nie przemakają? Przynajmniej przez jakiś czas…
    pozdr

    • Na tym zdjęciu nie za bardzo wyglądam jakbym jechał na rowerze. A jak nie jadę, to tak nie wieje i czapki nie założyłem. Znajdziesz ją tutaj: https://roweroweporady.pl/shimano-windbreak-test-czapki-pod-kask/

      Wychodzi na to, że lepiej by wyszło, gdybym założył tę czapkę, a nie zakładał kasku do zdjęcia… rękawiczek.

      Jeżeli chodzi o wodoodporność, to niestety nie jestem w stanie Ci powiedzieć. Akurat jak jeździłem, to nigdy nie padał śnieg. Ale będę pamiętał, żeby uzupełnić tekst, jak tylko się o tym przekonam. Ale tak czy owak, nie ma tam typowej membrany przeciwdeszczowej, więc podejrzewam, że szału pod tym względem nie będzie. Lepsze w takim wypadku będą rękawice z Gore-Texem.

  • Tytus

    A ja jak zwykle – w narciarskich HiTec za 15 zł z outletu :)

  • Piotrunio

    Najgorsza bolączka rękawiczek to to że pocą się w nich dłonie. po prostu masakra. Ale rękawiczki Shimano warte uwagi, chodz osobiście posiadam z Decathlonu Wed’ze z jednym palcem cena 69.99zł do profesjonalności na pewno im brakuje ale puki co dają radę.

  • Jacek Kapela

    Chciałem kupić podobne Shimano ale z tzw. palcami kraba. Ale wszedłem przed Świętami odebrać rower z serwisu i napatoczyłem się na przecenę. Kupiłem rękawiczki Specialized Element 2.0 ze złączonymi małymi palcami. Cena po obniżce 150. Na razie sprawdzają się znakomicie.

  • Borubar

    W decathlonie bardzo podobne rękawiczki rowerowe z membraną są po 29,99 – tyle że nazywają się btwin

  • Gabriela

    Ja zamiast zimowych rękawiczek używam motorowych osłon na ręce. Rower wprawdzie nie wygląda z nimi zbyt dobrze ale za to jest mi ciepło w ręce i wygodnie. Pod spód zakładam tylko cienutkie rękawiczki wełniane.

  • KP

    Rękawiczki użytkuję gdzieś od połowy grudnia, MTB ze średnią intensywnością. Czytając ten test aż musiałem sprawdzić czy chodzi o ten sam model. Po rękawiczkach za taką cenę i z taką masą upchniętych technologii spodziewałem się trochę więcej. Rękawiczki dedykowane na przedział temperatur -10 do +5, mi przy temperaturze oscylującej w okolicach -2 zaczynały mi w nich grabieć dłonie a nie jestem typem zmarzlaka. Wiatroszczelność powiedzmy że jest, ale do prędkości 30km/h. Z wytrzymałością jak na razie jest tak, że po silikonowych nadrukach na wewnętrznej części palców zostało wspomnienie. Wodoodporności brak (sprawdzone podczas dwugodzinnego treningu w padającym mokrym śniegu). Rzep mógłby mieć trochę większą powierzchnie.

    Na plus można zaliczyć fajny wygląd, dużo elementów odblaskowych (mam wersję żarówiasto żółtą), miękki w dotyku materiał, odporność na zabrudzenia.
    Moim zdaniem rękawiczki nie warte wydanych pieniędzy, za mniejszą kwotę można kupić porządne narciary, które na zimowych treningach sprawdzą się lepiej.

    • Ja z prędkościami większymi niż 30 km/h zazwyczaj nie jeżdżę. Wiadomo, że jakaś granica tej wiatroszczelności też jest. Co do marznięcia, to też są indywidualne odczucia. I zgadzam się, że są osoby, którym potrzebne są bardzo grube rękawice narciarskie. A są i tacy, którzy jeżdżą w cieniutkich rękawiczkach i im dobrze.

      Co do wytrzymałości, będę mógł się wypowiedzieć dopiero za jakiś czas.

    • Jeszcze uzupełnię – jeździłem ostatnio przy -10 stopniach, ba nagrałem w nich odcinek o jeździe na rowerze zimą. I dłonie mi nie przemarzły. Ale tak jak pisałem, to dużo zależy od wrażliwości człowieka. Jedni jeżdżą w cieniutkich rękawiczkach przy tej temperaturze, inni muszą mieć rękawice narciarskie.

      https://www.youtube.com/watch?v=uGFtXjPsxDo

    • Paweł Szczygielski
  • Born Ready

    Może nie na temat, ale pomyślałem, że najlepiej napisać pod najświeższym testem…

    Zauważyłem w dzisiejszym materiale na yt (#81), że korzystasz z licznika przewodowego, po jednym z pancerzy idzie zaplątany kabelek… uważasz, że jest to wygodne? Pomijam estetykę (nie lubię takich linek przy rowerze, wolę prostą budowę bez zbędnych dodatków – tymi jest tylko licznik i w okresie letnim lemondka), bo właśnie z tego powodu zrezygnowałem kiedyś z takiego licznika na rzecz telefonu, żeby w końcu przejść na Edge 520.

    I do tego zmierzam. Co sądzisz (oraz czy korzystałeś) o licznikach bezprzewodowych (garmin, sigma itd.) bazujących na gps? Może jakiś test takiego sprzętu? Coraz więcej osób ich używa wg moich obserwacji, i nie liczę tutaj aplikacji w telefonach, tylko sprzęt na kierownicach/mostkach.

    Pozdrawiam :)

    • Ano nie na temat, o licznikach jest na blogu kilka wpisów, a ja wszystkie komentarze czytam :)

      Rower, który miałem w odcinku jest Moniki, która dostała licznik w spadku ode mnie, gdy kupiłem sobie bezprzewodową Sigmę. Co do puszczenia po pancerzu od linki hamulcowej, to nic się z nim nie dzieje i jest to dużo lepsze rozwiązanie, niż plątanie go po ramie. Absolutnie nic się nie dzieje z nim, a Monika ma go chyba ze dwa lata już.

      Jeżeli chodzi o komputerki rowerowe typu Garmin, to lata temu miałem taki do testów. Od tego czasu na pewno wszystko poszło do przodu, ale bardzo dobrze go wspominam. Jednocześnie nie przymierzam się do zakupu takiego sprzętu, bo obiektywnie patrząc, nie będzie mi do niczego potrzebny.

      Jeżeli chodzi o test, to bardzo chętnie, jeżeli tylko zgłosi się dystrybutor tego typu sprzętu :)

    • Ryszard

      Licznik bazujacy na GPS nie działa od razu po wyjściu z domu, ma spore błędy w lesie, gubi się w tunelach. Błędy może mieć niewielkie, ale jednak odchyłki są, co daje się zauważać na bieżącym wskazaniu prędkości, czy potem na wykresach. Średnia prędkość i całkowity dystans określają wystarczająco dokładnie (o ile się całkiem nie pogubią). Licznik zliczający obroty koła jest bardzo powtarzalny, dokładność zależy przede wszystkim od realnego obwodu opony (a raczej średniego dystansu na obrót koła), którą to wielkość mozna odczytać z tabelek (2% i więcej niedokładności), lub poprzez kalibrację na odcinku testowym. Licznik z gps w ładną pogodę, na otwartym terenie może byc bardzo pomocny do kalibracji. Można wtedy ten kluczowy parametr określić tak, że będzie wskazywał z dokładnością ok 0,2-0,3%. Oczywiście na przednie i tylne koło są inne wskaźniki, bo one jada po innym torze i inaczej są obciążone. Ideałem jest licznik, który pokazuje prędkość i dystans z koła, oraz zapisuje dane z gps. Liczniki z gps miewają też nawigację.

      • Born Ready

        Nie wiem, jakie masz doświadczenia z licznikami GPS, ale w przypadku mojego sygnał łapie w moment (w ogóle co to za problem kilka sekund? w tym czasie spokojnie wsiądziesz na rower i przygotujesz się do jazdy), podobnie nigdy nie miałem problemu z jazdą w lesie. Ślad jest świetnie zapisywany. W tunelu kolejowym (kilkaset metrów) nie straciłem nigdy sygnału.

        Resztę wiem. Nie wiem, po co mi to tłumaczysz. Szczególnie zdanie o nawigacji jest słodkie :)

        • Ryszard

          Jeśli ruszasz od razu to 50-300m. W ruchu fix łapany jest dłużej, na postoju szybciej. Licznik oczywiście zapamiętuje ostatnią pozycję oraz ostatnio widziane satelity i hot start wygląda imponująco. Z dokładnością przez ok minutę bywa różnie.

          W tunelu nie można nie stracić sygnału, bo sygnału tam nie ma. Sygnał jest odbierany z satelity, metr ziemi tłumi go całkowicie, to nie sygnał rozgłośni FM, żeby się odbijał od ścian :). 4 satelity muszą być widoczne po prostej. Mógł ten gps co najwyżej nie sygnalizować zmiany pozycji w tunelu. Teoretycznie mógł pokazywać wciąż tę samą prędkość – jeśli na kilkuset metrach udawał, że nic się nie dzieje – to raczej źle.

          Popatrz sobie na stravę, jak wyglądają ścieżki w lesie. Oczywiście silniejszy filtr potrafi wygładzić przebieg, ale błędu nie wyeliminuje. odchyłka pozycji GPS obecnie wynosi 4-12 metrów w terenie otwartym, przy czystym niebie. DGPS raczej żaden licznik nie używa :). Pytanie, co znaczy świetnie. Jaka filtracja? Jakie odchyłki? Jakie opóźnienia? Ile satelitów łapiesz w dzień słoneczny, a ile przy chmurach śnieżnych? Czasem sygnał odjedzie na 20 m od drogi i tak trzyma. Kiedyś wróci i te 20 metrów przejedziesz za free :)

          Słodkie zdanie o nawigacji zawierało orzeczenie „miewają”. Bo nie każdy licznik z GPS ma mapy. Ja mam taki tani (bo nie chciałem w ogóle gps, tylko ANT+, ale najtańszy z ANT+ miał już gps) i ma tylko podawanie prędkości z gps (w braku czujnika) i zapis ścieżki. Żadnych wskazań kierunku, czy mapy, czyli bez navi.

          Taki licznik jest wygodny, gdy używasz go w cudzym rowerze. Montujesz licznik i bez żadnych czujników masz prędkość, drogę, czas. Ale lagi są denerwujące, szczególnie pod drzewami. dokładność wskazań prędkości jest zadowalająca w samochodzie, a na rowerze już nie, kiedy jedziesz 20, a za chwile 25 bez żadnego przyspieszania. Jeśli patrzysz na prędkość raz na 15 minut, to rzeczywiście nie ma o co kruszyć kopii. Na wszelki wypadek sprawdź przyspieszenia ze swoich ścieżek – zobaczysz dziwne rzeczy.
          pozdrawiam.

          • Born Ready

            Dobre wyjaśnienie, ale nadal nie mogę oprzeć się wrażeniu, że masz małe doświadczenie z licznikami GPS.

            Nie wiem, jaki jest problem w poczekaniu ~minuty na złapanie sygnału, a robisz z tego duże zagadnienie.

            Ja mam Edge 520, kumpel 820, i obaj czytamy z dużymi oczami Twój wpis.

            • Ryszard

              Nawet bardzo małe doświadczenie, bo mam jedna sztukę takiego licznika. Bardziej mnie zajmuje rower niż licznik, choć licznik też lubię. Doświadczenie z GPS mam za to znacznie większe i dłuższe – zawodowe :). Żeby osiągnąć dobre dokładności pomiaru prędkości statku (który bezwładność ma nieco większą niż rower), trzeba przebiegi filtrować, a i tak naprawdę duże dokładności to uzyskuje się licząc średnia z mili. Licznik obrotów koła ma błąd systematyczny, który w gps jest eliminowany. Dlatego strava nie korzysta z danych z koła, bo czujniki nie są kalibrowane i porównanie miedzy rowerzystami byłoby nieuczciwe – lepiej odpuścić dokładność prędkości chwilowej dla realności średniej. Swoją drogą mieć Edge i nie używać czujnika prędkości na kole, to jakieś szaleństwo.

              • Born Ready

                Widzisz, czujniki (poza HR) spokojnie będę dokładał w miarę potrzeb. Zamiast wydawać z miejsca kilka stówek na dodatkowe czujniki, skupiłem się na przygotowaniu roweru do zeszłego sezonu letniego i dobrze na tym wyszedłem :)

                • Ryszard

                  Czyli nie masz porównania, jak na razie. Polecam ramę treka + duotrap. Ja mam tylko speedtrap w widelcu, ale duotrap to najelegantsze i najdokładniejsze rozwiazanie. Do zobaczenia na trasie.

            • Ryszard

              I jeszcze jedno – czekanie minuty na rowerze to nie problem, za to stanie przed biegiem zimą na dworze, kiedy jest się bardzo lekko ubranym to już problem. Dlatego do zimowych biegów używam odbiornika bluetooth, który włączam i wystawiam przed dom, a potem tylko wybiegam i chwytam gps w locie :). Do odczytu bieżącego tempa mam footpoda, bo z gps dowiaduję się, że biegnę szalenie nierówno. I choć kroki nie są odczytywane tak dokładnie jak obroty koła w rowerze, to i tak lepiej niż z gps. I niech wam oczy z orbit nie wyskoczą, koledzy :)

              • Born Ready

                Dlaczego stanie przed biegiem? Kto stoi przed startem treningu? Mała rozgrzeweczka w miejscu i jazda.

  • Prezentują się świetnie. Jestem zmarzluchem jeżeli chodzi o dłonie i z pewnością by mi się takie rękawiczki przydały. Według mnie cena nie jest wygórowana, bo przecież jest to lepsze niż zakładanie kilku rękawiczek, jedna na drugą, albo marznięcie. Są przedmioty, które kupuję najtańsze, ale za dobre rękawiczki po prostu trzeba zapłacić :)

  • Kolej na Rower

    Konieczny nabytek na kolejną jesień i zimę. Dzięki za test. Też jestem ciepłolubny. :D