Rowerowy Czeski Raj, zamki i muzeum Škody

Końcówka września, jeżeli tylko utrafi się ładną pogodę, jest idealnym terminem na rowerowy wyjazd. Upały już tak nie doskwierają, a w wielu miejscach turystów jest już mniej. A że jeszcze niedawno pogoda była przepiękna, żal było nie skorzystać i nie wyskoczyć gdzieś na kilka dni. Mój wybór padł na Czeski Raj, czyli region położony w północno-zachodnich Czechach, zajmujący ponad 180 kilometrów kwadratowych powierzchni, czyli jest gdzie jeździć :) Każdy znajdzie tu coś dla siebie, są lasy, fajne skały (niektóre przygotowane do wspinaczki), cała masa zamków i ich pozostałości, jaskinie oraz co najważniejsze – niezliczona liczba tras rowerowych.

Turnov

Razem z Moniką (Więcej Ruchu) zamieszkaliśmy w miejscowości Turnov, która stanowiła naszą bazę wypadową do zwiedzania. To chyba najlepsza lokalizacja, ponieważ można stąd ruszyć praktycznie w każdym kierunku i zobaczyć coś ciekawego. Nie mieliśmy żadnego konkretnego planu, po prostu codziennie rano siadaliśmy do mapy i wyznaczaliśmy trasę. Tak więc podane przeze mnie drogi potraktujcie jedynie jako wskazówkę. Najlepiej kupić mapę regionu z zaznaczonymi szlakami i dostosować trasę do własnych wymagań. Przez trzy dni jeździliśmy rowerami, natomiast jako, że bardzo lubimy się ze Škodą, nie odmówiłem sobie zajrzenia do ich muzeum w Mladá Boleslav, gdzie można obejrzeć nie tylko samochody, ale o tym za chwilę.

 

Trasa 1: Turnov – Zamek Trosky

Turnov Piekarnia

Zanim ruszyliśmy w stronę zamku, musieliśmy zrobić zapasy. Będąc w Czechach nigdy nie odmawiam sobie zajrzenia do lokalnej pekárny. Na zdjęciu świetna piekarnia przy ulicy Hluboká (tuż obok placu Czeski Raj). Na drugim planie widać panią, która przygotowuje te dobre rzeczy :) Fajnie jest spróbować wypieków, których u nas się nie robi.

czeski-raj-las

Czesi mają bardzo rozwiniętą sieć tras rowerowych. I w Czeskim Raju można się o tym doskonale przekonać. Szlaki są w większości poprowadzone bocznymi drogami i leśnymi bądź asfaltowymi ścieżkami. Mimo końca września, spotkaliśmy sporą liczbę rowerzystów. Widać, że tak zagospodarowana przestrzeń przyciąga rowerzystów i przygotowanie tych tras nie poszło na marne.

Zamek Trosky

Zamek Trosky

Zamek Trosky

O zamku Trosky nie będę Wam opowiadał, ponieważ nie jestem historykiem. Tyle co o nim wiem, wyczytałem w Wikipedii :) Zresztą nie jechaliśmy z nastawieniem na wielkie zwiedzanie, bardziej – jak ja to mówię – poczucie klimatu danego miejsca. I zdecydowanie klimat dało się odczuć. Bardzo szybko przekonaliśmy się dlaczego zamki buduje się na wzniesieniach – po prostu trudno się tam dostać. Podjazdy w tych rejonach naprawdę dają w kość, na całe szczęście większość z nich jest dość krótka, ale w większości przypadków intensywna.

zjazd-12-procent

Dlatego nie zdziwiło mnie, że niektórzy jeżdżą na rowerach elektrycznych. Dla osób w pewnym wieku i nie najlepszym zdrowiu, to w zasadzie najlepsza metoda, aby pokonać wszystkie wzniesienia, a przy okazji nadal czuć przyjemność z jazdy rowerem.

czechy-piwo

Ciekawy jest paradoks, którego nigdy nie mogę zrozumieć będąc w Czechach. Czesi nie dopuszczają nawet najmniejszej ilości alkoholu we krwi u kierowców i rowerzystów. Ale bardzo, bardzo często można napotkać, zwłaszcza przy szlakach rowerowych, mniejsze i większe lokale serwujące piwo. I przed każdym z takich miejsc, zazwyczaj stoi masa rowerów. A w środku prawie każdy sączy piwo :) Ot, ciekawostka.

 

Trasa 2: Turnov – Zamek Frýdštejn

Zamek Frydstein

Drugiego dnia ruszyliśmy na zamek Frýdštejn, a w zasadzie to co z niego pozostało. Przejechane kilometry mogą Was lekko zmylić, ale te dwadzieścia kilka kilometrów porównałbym do setki po płaskim :) Inna sprawa, że wyjeżdżaliśmy zawsze bliżej południa, bo nigdzie się nam nie spieszyło. W każdym razie znowu okazało się, że tutaj nie ma płaskich dróg. Zawsze jest albo pod górkę, albo z górki. A zamek zawsze jest na najwyższym wzniesieniu w okolicy :)

czechy-jablka

Fajne jest to, że wzdłuż dróg rośnie tutaj cała masa jabłonek. To zazwyczaj już dość stare, ale nadal dające dużo owoców drzewa. No i są to takie odmiany, których już dzisiaj nie kupicie na rynku. Według mnie dużo lepsze, ale kto co lubi :) W każdym razie spora część tych drzew wygląda tak, jakby nie należała do nikogo, albo nikt się nimi nie interesował. Z wielu z nich jabłka lecą prosto na ulicę. Aż żal się nie poczęstować choć jednym :)

czechy-trasa-rowerowa-17

Tak jak pisałem wcześniej, warto zaopatrzyć się w aktualną mapę z oznaczeniami szlaków. No właśnie, aktualną… my mieliśmy świeżą mapę, ale na miejscu szybko okazało się, że polegać trzeba także na zmyśle orientacji i spostrzegawczości. Czasem numery tras widoczne na mapie nie do końca pokrywały się z tym, co pokazywały tabliczki, co nie do końca pokrywało się z tym, co było naniesione na tablice z mapami, które postawiono w wielu miejscach. Czesi chyba po prostu pozmieniali numerację niektórych szlaków i czasem musieliśmy spędzić chwilę przy tablicy z mapą, trzymając w ręku swoją + mapy Google. Ale to też miało swój urok, a tutaj nawet jak się człowiek trochę zgubi, to często wcale źle na tym nie wychodzi :)

czeski-raj-trasy-rowerowe

Smażony ser

Czego warto spróbować będąc w Czechach? Oczywiście smażonego sera! Taki ser, to tutaj danie tak popularne jak u nas schabowy. Podawany jest z sosem tatarskim i takimi dwoma, niepozornymi kawałkami można się naprawdę najeść.

bramborowe-lupinky-pivo

Oczywiście do sera najlepiej spróbować czeskiego piwa. Jest trochę inne w smaku niż nasze, zwłaszcza jeżeli porównujemy piwa koncernowe. Te czeskie nie są kwaśne, takie jak nasze koncernówy. A jeżeli tylko będą, do piwa warto dokupić BRAMBŮRKY, które chyba nawet są produktem regionalnym. To po prostu czipsy ziemniaczane, ale zupełnie inne niż popularne Lay’sy czy Crunchipsy, są po prostu mniej tłuste. My mieliśmy to szczęście, że dosłownie 500 metrów od naszego noclegu była hospoda (pub), tak więc te ostatnie metry mogliśmy wracać prowadząc już rower, zamiast na nim jechać.

pivovar-mala-skala

Tego dnia trafiliśmy również na minipivovar w miejscowości Malá Skála. Ciężko było na niego nie trafić, ponieważ prowadziły do niego duże, wyraźne znaki :) Tak czy owak, to jest coś czego u nas bardzo brakuje. Nie znam się na tym, ale z tego co widziałem, w Czechach otwarcie małej produkcji piwa, które będzie można sprzedawać, jest po prostu dużo łatwiejsze z biurokratycznego punktu widzenia, niż u nas. Takich małych, często rodzinnych browarów jest tu naprawdę sporo. I fajnie, że można też kupić piwo w większej butelce „na wynos”, z czego oczywiście chętnie skorzystaliśmy.

Trasa 3: Turnov – Zamek Kost

Ostatniego rowerowego dnia pojechaliśmy na zamek Kost. Trasa wyniosła ok. 35 kilometrów, niestety Endomondo nawaliło w pewnym momencie i zarejestrowało drogę tylko do 23 km.

Zamek Kost

Rowery Skoda

Na zamku spotkaliśmy Škodowych rowerzystów. Tutaj w ogóle widać i czuć przywiązanie do tej marki. Z Turnova do fabryki w Mladá Boleslav jest stąd ok. 30 kilometrów, więc ciężko aby było inaczej. W każdym razie nie skłamię, jeżeli napiszę, że co piąty samochód na ulicy to Škoda, a my jadąc naszą czerwoną strzałą czuliśmy się jak u siebie :)

czeski-raj-szlaki

kontraruch-czechy

A ułatwienia dla rowerzystów widać nawet w miasteczkach. W Turnovie na przykład wyznaczono kontraruch na jednej z ulic, która prowadzi na stadion sportowy. To są drobne rzeczy, ale bardzo, bardzo użyteczne.

ruska-zmrzlina

Z dogadaniem się z Czechami w tym regionie nie ma większych problemów. Choć, co zauważyłem w kilku miejscach, młodzi ludzie uczą się tutaj bardziej niemieckiego, niż angielskiego. To zrozumiałe, w końcu do niemieckiej granicy jest stąd tyle samo, co do polskiej. Tak czy owak, język handlu jest uniwersalny na całym świecie i zawsze można się jakoś dogadać. Ale, choć język czeski jest podobny do polskiego, to no właśnie… jest tylko podobny. Wiele słów (np. w menu) da się wywnioskować z kontekstu. Ale bez wspomagania się translatorem się nie obędzie.
Trasa 4: Turnov – Mladá Boleslav

Do muzeum Škody wybraliśmy się w dniu wyjazdu. Dla tych, którzy chcieliby pojechać tam rowerami mam miłą wiadomość – z Turnova są tam ok. 33 kilometry, tak więc śmiało można wybrać się na dwóch kołach.

Muzeum Skoda

Nie każdy wie, że historia Škoda Auto zaczęła się od produkcji… rowerów. Wtedy jeszcze pod marką Laurin & Klement, od nazwisk założycieli firmy. Ich pomnik znajduje się przed wejściem do muzeum.

Muzeum Skoda

Muzeum Skoda

rower-skoda-muzeum

Później firma wprowadziła do oferty motorowery. Wiele z nich o naprawdę ciekawych konstrukcjach, które w dzisiejszych czasach raczej nie zostałyby dopuszczone do ruchu po drogach publicznych.

skoda-motorower

silnik motorower skoda

motorower z fotelem

skoda trajka

Laurin & Klement produkowali samochody już od 1905 roku (co czyni tę markę drugim po Tatrze, najstarszym producentem samochodów w Czechach). W latach trzydziestych, z powodu problemów finansowych po pożarze w fabryce, L&K połączyło się z marką Škoda, która dotychczas zajmowała się głównie przemysłem metalowym i zbrojeniowym.

laurin klement sg

skoda superb 4000
Nie jestem znawcą motoryzacji, tak więc jeżeli chcecie dowiedzieć się trochę więcej o samochodach, które można zobaczyć w muzeum, zapraszam do nich na stronę. Ale myślę, że każdy, nie tylko pasjonat czterech kół, będzie zafascynowany tym, co można tam obejrzeć. To po prostu zupełnie inny świat do tego, który obecnie mamy na ulicach.

skoda supersport

skoda 110 supersport

skoda 422
Mam nadzieję, że muzeum uda się powiększyć ekspozycję o więcej rowerów i motorowerów. Na zdjęciu powyżej widzicie jeden z samochodów, który czeka na renowację. Może uda się jeszcze gdzieś odkryć, ukryty w stodole rower, który tylko czeka, aby cieszyć oko. Kilka lat temu, gdy byłem w tym muzeum, można było także obejrzeć współczesne modele rowerów Škody. Ale chyba była to ekspozycja przed zbliżającym się Tour de France. Teraz niestety rowery już nie były wystawione, ale mam nadzieję, że będą pojawiać się częściej.

Podsumowując – jeżeli szukacie fajnego miejsca do wyrwania się na kilka dni z domu, chcecie popróbować czeskich potraw i piwa, a także zobaczyć jak kiedyś wyglądały rowery i samochody, to Czeski Raj będzie się do tego idealnie nadawał. Ludzie są przesympatyczni, widoki wspaniałe, jedzenie pyszne, ceny przystępne, a trasy rowerowe takie, że jest czego zazdrościć.

 
  • Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, w przyszłym roku majówka będzie pod znakiem Czeskiego Raju – pozwolę zapisać ten link do pomysłów na przyszły rok. Z kolei z mojej strony polecam … Czeską Szwajcarię (opis tutaj: http://blog.bobiko.pl/2016/06/majowka-2016-czeska-szwajcaria/) gdzie również ciekawe trasy można spotkać zwłaszcza okolice Praviskiej Brany czy samo miasto Hrensko. :)

  • Fajnie opisana wycieczka. Sam bardzo lubię jeździć do naszych południowych sąsiadów. Smak czeskiego piwa jest nieporównywalny do naszych koncernowych. Mam tylko jedno pytanie. Opisujesz, że Czesi są mili i fajnie nastawieni na turystów. Jestem podobnego zdania, ale z mojego doświadczenia tamtejsi rowerzyści rzadziej machają ręką czy kiwają głową mijając kogoś z na przeciwka. Nie odniosłeś takiego wrażenia?

    • Jeżeli chodzi o kierowców, to nie zdarzyło się nam, aby ktoś nas wyprzedzał na wariata. Czasami zdarzało się, że ktoś jechał za nami dobrą minutę, bo nie mógł nas wyprzedzić (a my nie mogliśmy zjechać, bo był wysoki krawężnik).

      Natomiast rowerzyści, faktycznie niektórzy sakwiarze czy turyści byli lekko zaskoczeni, że im macham, ale u nas jest dokładnie tak samo.

  • Jacek Herok

    A tam przeczytam se jeszcze raz. Fajne.

  • Paweł C

    Łukasz. A jakie mniej więcej ceny wejściówek do muzeum czy na zamek?

    • Do muzeum Skody (bez zwiedzania fabryki) bilet kosztuje 70 koron (ok. 12 zł) dla dorosłych i 35 koron (ok. 6 zł) dla dzieci i młodzieży.

      Do zamków różnie, trzeba byłoby poszperać po stronach internetowych każdego zamku. Ale np. do zamku Trosky wejście kosztuje 70 CZK za bilet normalny i 45 CZK za ulgowy.