Konkurs rowerowy (zakończony)

Witajcie w nowej odsłonie Rowerowych Porad. Na dobry początek nowego szablonu mam dla Was mały konkurs w którym do wygrania będzie przednia lampka o wdzięcznej nazwie Cateye TL-LD155-F OMNI 5. Aby ją wygrać wystarczy wysłać SMS-a… Nie, nie, żartuję :) Udział jest całkowicie bezpłatny i wystarczy wykazać się kreatywnością. Waszym zadaniem będzie napisanie komentarza pod dowolnie wybranym wpisem na stronie, w którym opiszecie jakąś swoją rowerową przygodę.

Cateye lampka

Przykładowo we wpisie o tanim odchudzaniu roweru ktoś może opisać swój rewelacyjny pomysł na zrzucenie zbędnych gramów z roweru. Albo we wpisie o zabezpieczaniu roweru przed kradzieżą można napisać o tym jak samemu zabezpiecza się rower. Może ktoś w rodzinie ma rower z silnikiem spalinowym, a może miał przygody z nawigacją rowerową. Ograniczeniem jest tylko inwencja i tematyka strony :)

Ważne! Komentarz nie może być jednozdaniowym stwierdzeniem. Nie jest wymagane pisanie całostronicowego wypracowania, ale udział wezmą tylko te komentarze, które będą niosły za sobą jakąś przydatną treść i przemyślenia. Każdy kto chce by jego komentarz brał udział w konkursie proszony jest również o podanie swojego adresu e-mail w odpowiednim polu.

Ogłoszenie wyników: Konkurs trwa do 3 czerwca 2013 r. do godziny 23:59. Ogłoszenie wyników nastąpi 4 czerwca w tym wpisie, informacja zostanie również puszczona na Facebooku, tak więc warto polubić nasz profil by być na bieżąco. Zwycięzca zostanie wybrany przez komisję konkursową – w jej składzie jestem ja :) Liczyć się będzie po prostu ciekawy komentarz, wnoszący coś wartościowego do tematu.

Zapraszam do komentowania strony oraz do zaglądania 4 czerwca w poszukiwaniu wyników konkursu.

Rozstrzygnięcie konkursu: Niniejszym bardzo dziękuję za zainteresowanie konkursem, przerosło ono moje najśmielsze oczekiwania. W konkursie wzięły udział 32 osoby, a ostatecznie wygrał Darek B. – serdecznie gratuluję i zapraszam do kontaktu ze mną z e-maila, który wpisałeś w komentarzu (dla weryfikacji, że Ty to Ty).

Pozostałym uczestnikom bardzo dziękuję za wzięcie udziału, następnym razem postaram się przygotować więcej nagród by uhonorować większą liczbę osób!

 


 
  • Konrad47

    Odchudzanie roweru- Trzeba przejechać trasę odległości około 30 kilometrów. Najlepiej tą trasę pokonać na terenach wiejskich ponieważ jest tam piękny krajobraz.

  • Sylwia

    TO było 2 lata temu kiedy pod koniec zimy jechałam rowerem. Ulica była przykryta lekkim puchem. Mi było strasznie zimno, samochodów prawie wcale nie było na ulicy, a ja wracałam od koleżanki do domu to było nie całe 2 km. I jadę, jadę i w ostatniej chwili zobaczyłam gałąź na ulicy i zaczęłam „odruchowo” hamować i wtedy było wielkie buummm! Ale miałam tyle szczęścia, że tylko nogę sobie stłukłam i żaden samochód za mną nie jechał.

  • Agata123

    Od zawsze lubiłam wypoczywać w otoczeniu zieleni z dala od miejskiego zgiełku. Od ok. 2 lat mieszkam jednak praktycznie w centrum dużego miasta, więc odpoczynek na łonie natury wiąże się dla mnie z koniecznością wyjazdu samochodem kilka kilometrów za miasto. Przynajmniej tak myślałam. Któregoś ciepłego dnia (mieszkając już rok w „moim” mieście i sądząc, że świetnie je znam), postanowiłam wsiąść na rower i pojeździć bez planu, „gdzie oczy poniosą”. Pokluczyłam trochę po uliczkach, starałam się zjechać z głównych dróg, żeby przejażdżka była przyjemniejsza. I jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam mały, całkiem przyjemny park otoczony czymś w rodzaju brzozowego lasku! Niemal w centrum miasta, zaledwie 2-3 km od mojego mieszkania! Byłam zachwycona, bo zyskałam miejsce do odpoczynku po pracy, a jednocześnie cel rowerowych wycieczek. Nauczka dla mnie z tego jest taka, że czasem warto wsiąść na rower i pojeździć – samochodem zwykle omija się małe, dziurawe uliczki, a okazuje się, że można nimi dotrzeć do naprawdę ciekawych miejsc.

  • Łukaszek

    Kiedyś uczestniczyłem w klubie kolarskim w moim mieście. Byłem dość młody,ale zawsze ten sport mnie interesował i dążyłem do tego,aby być coraz lepszy aż w końcu wygrywać każde turnieje.Początkowo wszystko szło dość ciężko. O sprzęt rowerowy musiało się dbać samemu jak też i o wyposażenie takie jak kask, napoje. Forma kolarska też nie była zbyt dobra.Na zawody dowozili mnie rodzice, choć nie zawsze było to możliwe. I trzeba było sobie samemu radzić. Bardzo chciałem pokazać się z dobrej strony trenerowi oraz
    rodzicom, którzy opierali we mnie duże nadzieje. Przy pierwszym starcie było dużo nerwów oraz stres. Jak się wypadnie, czy dojedzie się i jaki czas się osiągnie. Kiedy trener sprawdzał mój rower, to niestety zepsuł mój hamulec w rowerze. Dzięki pomocy innego uczestnika taty rywala udało się naprawić go na szczęście. W trakcie wyścigu pewien tata tak chciał faworyzować swojego syna w
    taki sposób, że zatrzymywał innych, żeby ten osiągnął lepszy czas.Gdy już ruszyłem wszystko nagle opadło ze mnie. Wyścig trwał kilkadziesiąt minut zająłem 3 miejsce, co było dużym osiągnieciem jak na mój młody wiek. Ale najlepszy okres był jeszcze przede mną. Starałem się nie myśleć o tym, iż już stanąłem na 3 miejscu tylko myślałem, co dalej mogę osiągnąć. Kiedy zacząłem osiągać pierwsze nagrody trochę czasu minęło. Początkowo trasy były trudne, a zarazem napawały mnie do dalszej pracy. Przede wszystkim najtrudniejsza była jazda po korzeniach, co jest atrakcja w kolarstwie górskim.W tym sporcie najważniejszy jest rower to on odgrywa najważniejszą rolę powinien być lekki ,szybki i bezpieczny.Tanim sposobem na odchudzanie roweru jest zastąpienie ciężkich części na lżejsze jak wiadomo opony sporo ważą należy je dopasować tak ,aby jak najmniej obciążały,pozbyć się odblasków,rogów przy kierownicy, światełek oraz wymienić siodełko na takie które nie obciąża dodatkowo roweru no i należy posiadać sprawne hamulce zbędne gramy zawsze decydują o końcowym rezultacie.Pierwszy sukces odniosłem dwa miesiące po tym jak się zapisałem do klubu. Nie było już takiego stresu jak kiedyś. Podchodziło się do wyścigu ze spokojem i determinacja. Wyścig odbył się słoneczny dzień ludzi było dość dużo. Kiedy ruszyłem byłem drugi, ale wiedziałem jedno, że rywal kiedyś opadnie z sił, bo trasa była dość długa. W połowie trasy wszystko się zmieniło diametralnie, ponieważ rywal się przewrócił i zanim doszedł do siebie, to już stracił dość dużo. Gdy już prowadziłem wiedziałem, że ten dzień jest mój i że to dzisiaj osiągnę ten postawiony sobie cel jakim było wygranie trasy.

  • Dawid

    Moja przygoda z rowerem była dość niebezpieczna, jechałem asfaltową drogą przez las późnym wieczorem z pracy, było dość ciemno aż tu nagle zauważyłem dzika na poboczu drogi, nikogo innego nie było tylko ja i dzik. Wystraszony zatrzymałem się. Dzik był oddalony ode mnie o około 10 metrów. Nagle szybko zaczął biegnąc w moją stronę, ja szybko zawróciłem i z całych sił uciekałem przed biegnącym za mną dzikiem. Wracając do domu pojechałem później inna trasą. Więc pamiętajcie, w razie możliwości jedźcie z osobami towarzyszącymi, a w razie spotkania z np. takim zwierzęciem szybko uciekajcie bo może wyrządzić wam krzywdę.

  • krzysiek

    odchudzanie roweru- mam bardzo skuteczny sposób, kupujesz rower całkiem wypasiony, jeździsz tak jak ja 20 km dziennie do pracy, w każdych warunkach śnieg deszcz, upał, po roku rower chudnie, odpadają przerzutki,koła wyrzucają szprychy na polskich drogach, a od soli na drogach łańcuch zrzuca warstwy rdzy a rama lakier, tylko lampki rowerowe są ok, bo chowam je do plecaka po dojechaniu ;))

  • Natalia

    Nigdy nie zapomnę kiedy dostałam na Komunię Św. mój pierwszy rower. Wtedy był on dla mnie rzeczą niesamowicie wartościową. Od razu wsiadłam na mój skarb i zaczęłam go testować. Moja przejażdżka zakończyła się dwoma szwami na ręce i zwichniętyum barkiemi zamiast spędzać czas w tym szczególnym dniu z moją rodziną, spełniłam go w szpitalu, ale dzięki tej przygodzie, moja Pierwsza Komunia Św. wyjątkowo utkwiła mi w pamięci.

  • Niewidzialny_Hubert

    Dawno dawno temu, za górami za lasami, za ciemnymi ulicami w mojej rodzinnej miejscowości mieszkałem sobie ja i moja rodzinka. Pewnego upalnego dnia Tato przyjechał z pracy z jakimś dziwnym urządzeniem. Miałem zaledwie 3 lata ledwo co pamiętam tamto zdarzenie, wtedy nie miałem pojęcia co to mogło być. Miało dwa dwa duże okręgi z przodu i z tyłu a do tylniego okręgu, przyczepione były dwa mniejsze, jakimś tworzywem metalowym albo plastikowym, nie pamiętam już dokładnie a wszystko to łączył dziwny pozginany kawałek aluminium (tata powiedział że z takiego materiału wykonana jest rama). Po dogłębnej analizie z pewnej bezpiecznej odległości, tato mnie zawołał. Z początku bałem się podejść bo to dziwne urządzenie mnie niepokoiło, szczególnie gdy tata użył trąbki, wtedy uciekałem gdzie pieprz rośnie ( wiem, wiem śmiejecie się teraz ze mnie, ale cóż poradzić stracha miałem wtedy na wszystko, z czasem to się zmieniło ;) ) tata zaczął się śmiać, ja nie wychodziłem. W końcu poszedł po mnie, schowałem się w malinach ;p szybko mnie znalazł bo wystraszony strasznie głośno płakałem. Powiedział mi żebym się nie lękał, że to urządzenie, (nazwał je Rowerem) to prezent dla mnie, przekonał mnie że powinno mi się spodobać. Jeszcze lekko wystraszony dałem się przekonać Tacie i poszliśmy obejrzeć prezent. Zwolniłem krok gdy się do niego zbliżaliśmy ale w końcu się przełamałem i podszedłem, Tato posadził mnie na siodełko było bardzo miękkie, miększe od mojego łóżeczka, dlatego od razu mi się spodobało. Tato zaczął pchać rowerek a ja pełen pozytywnych emocji krzyczałem z radości, krzycząc i śmiejąc się w niebo głosy. Był to jeden z najpiękniejszych momentów mojego dziecięcego życia, wiatr we włosach, adrenalina, każdy tego pragnął a ja to miałem. Byłem dumny z siebie że dałem radę ;) Jeździliśmy z tatą i jeździliśmy. Po około 3minutach 34 sekundach i 11setnych sekundy, zagapiłem się i wsadziłem palca w szprychy, koło się kręciło i mi palucha u nogi ukręciło, wystraszony tata wezwał pogotowie. W szpitalu przyszyli mi palca, dzięki szybkiej reakcji lekarzy pozostał w pełni władny ;) A ja mogłem dalej cieszyć się moim rowerkiem ;) A morał z tego krótki i nie każdemu znany, bądź ostrożny, zakładaj buciki do jazdy na rowerze. Pamiętaj, bądź uważny ;)

  • Michał

    Pewnego razu byłem na wycieczce rowerowej z moją przyjaciółką Zosią. Przejechaliśmy około 20 km i zatrzymaliśmy się w zajeździe na postój, gdzie zostawiliśmy rowery. Poszliśmy na polanę i nagle zobaczyliśmy coś co przerosło nasze najśmielsze oczekiwania… Naszym oczom ukazał się wielki jeleń, który bronił swojego terytorium przed nami. Po chwili głębokiego patrzenia sobie w oczy zaczęliśmy uciekać. Na szczęście zgubiliśmy jelenia, ale również zgubiliśmy orientację w terenie. Po około godzinie poszukiwań drogi do rowerów usłyszeliśmy świst przejeżdżających aut. Doszliśmy do dosyć głównej szosy, a tam zmęczeni poszukiwaniami złapaliśmy stopa i chcieliśmy tym samochodem wrócić do domu. Jednak po krótkiej przejażdżce w aucie zapaliła się kontrolka paliwa, więc zjechaliśmy na pobliską stację. Na szczęście okazało się, że stacja to znajduje się w pobliżu zajazdu, gdzie zostawiliśmy nasze rowery. Ja i Zosia podziękowaliśmy życzliwemu kierowcy, który odjechał. Wtedy dostrzegliśmy, że z bagażnika auta wystaje koło od roweru Zosi. Jak się okazało, naszych rowerów nie było na pozostawionym miejscu, a my musieliśmy wracać autobusem.

  • AZj

    Tanie odchudzanie roweru, to sprawa niezwykle prosta. Wystarczy po wypadzie w góry, do lasu, przez pola, umyć dokładnie rower z błota. Zaręczam, że waga spadnie. A o ile spadnie, to zależy wyłącznie od warunków atmosferycznych i nawierzchni, po której jechaliśmy. Tylko nie myjcie rowerów karcherem pod dużym ciśnieniem, bo woda wniknie pod uszczelki i prędzej, czy później piasta, suport albo inna część zakończy swój szczęśliwy żywot. Jeżeli tak się już wydarzy, to kupujcie lżejsze komponenty – efekt ten sam, co przy czyszczeniu z błota – waga spada.

  • Mateusz

    U mnie jednak była to przygoda z nawigacją…była to wycieczka rowerowa w ostatniej klasie technikum zorganizowana przez PTTK w naszej szkole i ja miałem za zadanie prowadzić wycieczkę za pomocą nawigacji lecz w pewnym momencie pomyliłem rzekę z drogą i całe 40 osób wjechało ze mną w podmokłe tereny tzw. bagna które znajdowały się tuż przy rzece..minęło kilka lat od zakończenia szkoły lecz w dalszym ciągu jak spotykam się ze znajomymi z tamtego okresu to skutecznie mi o tym fakcie przypominają :)

  • Alx

    Pragnę opisać moją historię sprzed ok. 10 lat. Kiedy koraliki ze szprych zniknęły, pojawił się nowy „zabójca”. Mianowicie jeden z najtańszych karfuroskich egzemplarzy. Podczas, gdy ja – żądny adrenaliny rowerzysta, postanowiłem ostro zahamować przed, nieprzykuwającą uwagi metalową rurką, hamulec nie zadziałał. To była 3 jazda na tym rowerze – kilka mm w którąś stronę i chyba zmiażdżyło by mi palce. NIGDY nie kupujcie sobie, ani swoich dzieciom maszyn z tej półki, bo jest to wręcz niebezpieczne B)

  • krzys

    moja przygoda rowerowa, to taka ze chcac spokojnie pojezdzic, trzeba przejechac przez cenrum miasta, a ze nie zawsze to jest łatwe przekonałem sie pewnego dnia. Jadac sobie ze srednia predkoscia przez most, ktory byl remontowany, wiał silniejszy wiat, a most osloniety byl plastikowa siatka, przejezdzajac obok, zawial wiatr, siatka zachaczyla o kierownice a ja wyladowałem na ziemi. potem brudny z krwawiacymi palcami trzeba bylo jechac przez centrum do domu, i widzac spojrzenia ludzi.

  • Charlie

    Podzielę się z Wami moją rowerową historią :). Był to jeden z moich pierwszych rowerów – Romet Czajka 2.
    Rower dostałem od mojego taty, mój tata dostał go z kolei jako prezent na komunię. Rower dzielnie służył mojemu tacie w czasach jego młodości, mi natomiast nie do końca… Zaliczyłem na nim mnóstwo upadków, rozdarte kolana, łokcie były na porządku dziennym. To jednak nie przyćmiło frajdy z samego posiadania roweru, osiedlowe gry i zabawy z rowerem wspominam z uśmiechem na twarzy. Pewnego słonecznego dnia oparłem rower o piaskownicę i poszedłem pobawić się razem z kumplami. Gdy nadeszła pora obiadowa trzeba było wracać do domu, jak wielkie było moje zdziwienie gdy podnosząc rower ten rozpadł się na dwa kawałki… Nie mogłem się nadziwić, dla kolegów też było to coś niezwykłego. Byłem wówczas „uziemiony” – brak roweru bardzo mi doskwierał. Cieszyłem się i cieszę do dziś, że rower nie rozpadł się w trakcie jazdy.
    Pointa mojego opowiadania jest następująca, rodzice sprawdzajcie na bieżąco stan techniczny i uczcie swoje dzieciaki jak prawidłowo dbać o rower i o siebie samego, kask oraz ochraniacze wyglądają znacznie lepiej niż kolana i łokcie w plastrach i bandażach :D! Pozdrawiam!

  • Amant

    Wyprawa!
    Był wrzesień, okres po maturach najdłuższe wakacje. Całe oszczędności wydane na rower. Zostało tylko jakieś 250 zł. Rządny przygody postanowiłem wybrać się w dalszą podróż. spakowałem do wielkiego plecaka rzeczy które uważałem za najpotrzebniejsze kuchenkę turystyczną, namiot, śpiwór, prowiant(makaron, trochę ryżu, i jakieś słodkości na szybkie dodatnie sił). wytyczyłem trasę! cel morze! jeden z najdalszych jaki może być w Polsce, gdyż mieszkałem wtedy na południu śląska. Mama zaniepokojona moimi przygotowaniami zapytała się gdzie ja się wybieram?! Odpowiedziałem: „Mamo jadę nad morzę” . Mama od razu wybuchał wściekłością i zaczęła krzyczeć, że chyba oszalałem, nigdzie nie jedziesz!. Następnego dnia wstałem rano, Mamy nie było wyszła do pracy, wrzuciłem na siebie plecak i poszedłem po rower, zaskoczony ujrzałem, że w oponach nie ma powietrza! obejrzałem je dokładnie i stwierdziłem, że na szczęście nie są przebite, to mama spuściła z nich powietrze! szybko napompowałem koła i podekscytowany i zaniepokojony jednocześnie zszedłem na dół razem z rowerem. Pamiętam, że czułem się świetnie! Po jakiś 120 km jazdy pierwszego dnia złapał mnie śliny skurcz mięśnia udowego. Stanąłem w jakimś lesie i położyłem się na ściółce, wyjąłem magnez i od razu rozpuściłem dwie tabletki. Po parunastu minutach, kilku ćwiczeniach rozciągających byłem gotowy do dalszej jazdy. Pierwszego dnia zrobiłem około 200 km, po zmroku rozbiłem namiot w jakimś lasku. Kolejnego dnia zbudziłem się obolały, wyszedłem z namiotu i moim oczom ukazała się ruina jakiegoś opustoszonego domu. W nocy nie ujrzałem go, okolica wyglądała na „nawiedzoną” szybko zrobiłem śniadanie, zebrałem się i wsiadłem na mojego „rumaka”. Po 50 km wstąpiłem do sklepu po wodę i batoniki. Po 150 km stwierdziłem, że czas na nocleg, jednak żadne miejsce mi nie pasowało na rozbicie namiotu. Sfrustrowany wjechałem do jakiegoś lasu przedzierając się przez krzaki. Szybko z niego wyszedłem, nie nadawał się na rozbicie. Jadąc dalej coraz bardziej się niepokoiłem jak tu spać, dojechałem do małego miasteczka usiadłem i zacząłem w telefonie sprawdzać czy w okolicy nie ma żadnych tanich agroturystycznych noclegów. Nic nie znalazłem, postanowiłem jechać dalej po krótkim czasie dojechałem do jakiejś niewielkiej wsi, zobaczyłem w oddali trzy ogromne drzewa, drogą polną dotarłem do nich i zmęczony rozłożyłem jedynie karimatę. Rano obudził mnie deszcz. Szybko się ubrałem, nakryłem płaszcze przeciwdeszczowy i zrobiłem śniadanie. Tego dnia dojechałem wieczorem do Torunia, tu zauważyłem camping. Wszedłem do niewielkiego biura, i spostrzegłem ładną blondynkę za biurkiem, zapytałem o nocleg. Zgodziłem się na warunki zaproponowane przez camping i wynająłem niewielki drewniany domek, od razu wziąłem prysznic. Ogarnąłem się i ruszyłem w miasto! Byłem zauroczony piękną toruńską starówką, była niesamowita. Wszedłem na piwo do jakiegoś pubu i tułałem się do nocy po mieście ;). Po Toruńskich wojażach wstałem o 11 popołudniu. Tego dnia dojechałem do Malborka, a o 3 w nocy dotarłem do celu mojej wyprawy! Morze! Pamiętam, że strasznie się śmiałem, że jednak udało mi się dojechać i dać radę. Postanowiłem nie spać tylko rozłożyć karimatę i poleżeć do świtu. Obudziłem się o 8 rano :D. widok na morze był niesamowity. Obok mnie rybacy akurat wypływali na połowy. Strasznie przemarznięty, miałem tylko 1 bluzę, wyciągnąłem kuchenkę i zacząłem się nią grzać. Byłem wycieńczony, ale niezwykle dumny z siebie i to dodawało mi siły.

  • Daria

    Ostatnio z koleżankami wyruszyłyśmy na wycieczkę rowerową, ponieważ Oliwia znalazła starą mapę prowadzącą do skarbu. Byłyśmy przygotowane na wszystko, pierwsza zagadka szybko została rozwiązana, natomiast z druga było ciężko. Musiałyśmy przejechać 10 km i popytać ludzi. Wszystkich zagadek było 10. Przy ostatniej trochę główkowałyśmy. Rowerami przejechałyśmy spory kawałek, tak naprawdę zrobiłyśmy koła. Wróciłyśmy do punktu wyjścia. Na końcu była skrzynka, a w niej skarb ważny dla każdej z nas.

  • Emilia

    Pewnego razu wybrałem się na wycieczkę rowerową ponieważ pogoda była piękna . Wyruszyłem na wycieczkę do bliskiego miasteczka. Gdy byłem w połowie drogi to usłyszałem głośny trzask. Popatrzyłem na tylnią oponę a tam potężna dziura w dętce. Pomyślałem ,że w tych okolicach nikogo nie znam . Więc podeszłam do domu w którym było otwarte okno i zapytałem czy tutaj ktoś ma może troche kleju i kawałka gumy . Na szczęście pan gospodarz powiedział mi że zna mojego tatę i że postara mi pomóc . Po jakimś czasie Pan Janusz powiedział mi że to na szczęście nic poważnego i że naprawimy oponę w jak najszybszym czasie . Po 15 min załataliśmy dentkę. Podziękowałem panu i mogłem jechać dalej . Po dotarciu do miasteczka spotkałem kolegę z klasy porozmawialiśmy i opowiedziałem mu swoją przygodę . po jakimś czasie nadszedł czas na powrót do domu . W drodze zdarzył mi się wypadek niechcący zahamowałem przednim hamulcem i wypadłem przez kierownice na szczęście nic poważnego mi się nie stało tylko rozciąłem sobie kolano ale miałem przy sobie apteczkę i opatrzyłem ranę . Pojechałem dalej aż w końcu dotarłem do domu i tam spędziłem pozostały dzień .

  • Celebryta

    Zabezpieczenie roweru przed kradzieżą. Najlepszym z zabezpieczeń rowerowych w jakie możemy się wyposażyć są U-locki (podkowy). Dobrze jest mieć je z renomowanych firm takich jak kryptonite czy abus. Ulocki z lepszych firm mają atest bezpieczeństwa na które warto zwrócić uwagę przy zakupie. Lepsze firmy wprowadzają też własną skalę bezpieczeństwa, która też jest godna uwagi. Zabezpieczenia typu linka są o wiele łatwiejsze do sforsowania. Zazwyczaj wystarczy kilka sekund aby przeciąć taka linkę. Optymalnym zabezpieczeniem rowerowym może być też łańcuch z kłódką. Pozytywną jego cechą jest to, że nie ogranicza w taki sposób jak podkowa (łatwiej znaleść miejsce do przyczepienia się). Rower przyczepiamy do solidnych „konstrukcji”, nigdy za koło!!! zawsze przypinamy ramę ;) Dobrym rozwiązaniem jest wydanie na zabezpieczenie rowerowe 10% wartości roweru. Chyba że bicykl ma wartość sentymentalną ;)

  • Pawell

    Kiedyś robiąc standardową trasę z kolegą ok.80km(po 40 w jedną stronę) przebiłem oponę . Znajdowaliśmy się ok 12km od domu , także musieliśmy wracać ten kawał drogi „z buta” . Na szczęście kolega mnie nie opuścił i wracaliśmy razem . Jednakże od tamtego dnia zawsze przy dłuższej trasie biorę zestaw naprawczy z łatką .

  • Mike

    Mam wrażenie, że kilka historyjek jest wymyslona mocno na siłę, ale ok. Ja może nie będę opisywać swoich „przeżyć” rowerowych, za to wkleję link do filmiku, który fajnie taką historię opowiada(gościu kręci świetne filmiki): http://www.youtube.com/watch?v=90KSuqp2Ssk

  • Zamiast krytykować, wolałbym jednak usłyszeć Twoją historię :)

  • Marcin

    Mam świetny pomysł (sprawdzony), jak zamienić jazdę na rowerze w masę niezwykłych przygód – mój sposób to słuchanie audiobooków. Dzięki nim przeszedłem już przez śledztwo prowadzone w Sztokholmie przez szwedzką policję – zagadkę w którą uwikłane były służby specjalne i polityka; byłem na spotkaniu z olbrzymami, centaurami i faunami w czarodziejskiej krainie, byłem świadkiem bitwy pod Mokrą we wrześniu 1939 …
    To naprawdę niesamowite, jak dzięki rowerowi i audiobookom odkryłem, że moja okolica to niezwykłe miejsce na świecie, tajemnicze i fascynujące – naprawdę zupełnie inaczej patrzy się na „zwykłe” pola i lasy, wykroty i jary, kiedy przejeżdża się przez nie w słoneczne południe lub o zmierzchu, słuchając pasjonujących historii w świetnym wykonaniu, a dookoła jest pusto.