Jaki rower trekkingowy z dużą ramą – pytanie od czytelnika

Dostaję od Was całą masę rowerowych pytań. I bardzo dobrze, w końcu mój blog to Rowerowe Porady, a ja na tyle, na ile potrafię – pomogę każdemu. Wolę gdy pytania zadajecie na blogu, w komentarzach. Wtedy moja odpowiedź przydaje się też innym czytelnikom i nie ginie w odmętach internetu. Dlatego wszystkich, którzy piszą do mnie maila czy na Facebooku, odsyłam na blog. Pytanie, które dziś zobaczycie, też przekierowałem na blog, ale w postaci nowego tekstu :) Pytanie Bartka jest tak, hmmm… rozbudowane, że postanowiłem zrobić z niego osobny wpis. Bartek pyta o to, jaki rower trekkingowy wybrać. Ma na oku kilka modeli nowych, a także jeden, kuszący dobrym osprzętem, rower używany. Postaram się mu w kilku słowach podpowiedzieć, na co zwrócić uwagę przy zakupie.

 

Hej Łukasz, jestem szczęśliwym czytelnikiem Twojego bloga oraz szczęśliwym rowerzystą. Moja przygoda z rowerami zaczęła się ponad 20 lat temu, kiedy jako dziecko przejeżdżałem pierwsze metry po drodze mojego osiedla. W kolejnych latach pokonywałem coraz więcej kilometrów rowerem. Były różne wypady. Czy to każdego wakacyjnego dnia nad jezioro 20 km w jedną stronę. Czy to w roku szkolnym popołudniami do lasu pojeździć po górkach. Jeden z takich wypadów zakończył się złamaną ręką u mojego przyjaciela. Zdarzało się nam również jeździć zimą po zamarzniętej powierzchni stawu. Nawet mieliśmy swój tor rowerowy w okolicy. I tak miło przeleciało mi dzieciństwo. Potem z racji uzyskania prawa jazdy trochę zapomniałem o rowerze. Raz, że nie miałem swojego, a dwa, że czasu było mało.

Ostatnio po przeprowadzce na swoje stare osiedle wróciły nie tylko wspomnienia, lecz także wróciła chęć do jeżdżenia rowerem. Aby na początku nie inwestować w nowy rower, postanowiłem kupić sobie używany i sprawdzić jak mi będzie szło. Znalazłem sobie taki fajny we Wrocławiu, nie był on pierwszej młodości. Podczas zakupu nie miał nawet powietrza w kołach. Choć było to daleko od mojego domu, to jeszcze tego samego dnia jeździłem już nim po drogach rowerowych Wrocławia. Już wtedy poznałem jego pierwsze usterki, ale czas spędzony w tym mieście uważam za owocny.

Rower przyjechał do mojego rodzinnego miasta, usterki w miarę możliwości wyeliminowałem, częściowo jeszcze z pomocą serwisu, lecz z biegiem czasu i ilością przeczytanych tutaj porad rowerowych, także samodzielnie. Ogólnie na rower wydałem 200 zł, na jego serwis maksymalnie kolejne 200 w ciągu ostatnich 14 miesięcy, bo tyle już jesteśmy „razem”. W tym czasie zrobiliśmy razem jakieś 700-800 km.

Bardzo się cieszę, że postanowiłeś samodzielnie podłubać przy rowerze. Wiele rzeczy da się przy rowerze zrobić samemu, a daje to nie tylko satysfakcję, ale także sporą oszczędność finansową i czasową na jego serwisowaniu.

 

Przyszedł zatem czas na zakup nowszego, lepszego roweru. I tak sobie siedzę teraz przed komputerem i analizuję. Rower jaki w tej chwili posiadam jest rowerem typowo miejskim. Dlaczego taki kupiłem? Bo taki był dostępny. Niestety większość moich zakupów podyktowana jest nie tym co mi się podoba, lecz tym co jest dla mnie dostępne. Powodem jest mój wzrost. 198 cm wzrostu, 96 kg wagi. Obecny jednoślad ma ramę 23,5 cala. I dlatego kupiłem miejski, było to jedno z nielicznych aktywnych ogłoszeń w zachodniej Polsce. Teraz już jest trochę lepiej. Większa dostępność ogłoszeń, a i ja posiadam większą wiedzę. Chętnie kupię sobie rower trekingowy, taki z bagażnikiem, błotnikami, dynamem i oświetleniem.”

To fakt, że bardzo wysokie osoby (tak jak i bardzo niskie) nie mają aż tak łatwo w znalezieniu roweru z odpowiednim rozmiarem ramy. Za to, jeżeli już taki rower się znajdzie, mają większe pole do popisu jeżeli chodzi o negocjacje cenowe :)

Kross Trans Pacific

„Z porad na Twoim blogu znalazłem: Karbon Challenger GTS / LDS, Accent Avenue, Northtec Bergon, Kross Trans Pacific, Merida Freeway 9300, Kands Maestro, Karbon Voyager GTS, Romet Wagant 1. Z wyżej wymienionych tylko dwa mają ramę w rozmiarze 23 cale (bądź większą) – jest to Kross Trans Pacific i Romet Wagant 1. Trochę słabo…”

Tak jak pisałem wyżej, niestety duże rozmiary ram nie są u nas popularne. Sprzedającym nie opłaca się ich ściągać, bo największe zainteresowanie jest na mniejsze rozmiary ram. Warto popatrzeć np. na rowery Batavus, które są dostępne w większych rozmiarach, ale niestety przekraczają już budżet rowerów do 2000 złotych. Chyba, że popatrzysz na używane modele.

 

„Romet niby to polska marka, ale wszyscy wiemy jak to jest. Że chińczyk, że nie warto. Boję się.”

Będzie niedługo na blogu wpis o polskich producentach rowerów. Tak naprawdę rowery są u nas jedynie składane, czasem maluje się ramy, czasem składa koła. Wszystkie komponenty przyjeżdżają do Polski z Dalekiego Wschodu. I tak działa prawie cały rowerowy świat, tak więc nie ma się co zżymać, żet o chińczyki w polskiej skórze.

 

„Kross już lepiej, dobra marka znana. Tylko znalazłem jakieś forum na którym parę osób się wypowiedziało, ze tu szprychy pękają, jest problem z jakością obręczy kół. Ale najlepsza jest informacja, że producent podobno w instrukcji obsługi napisał, że waga roweru wraz z użytkownikiem nie może przekroczyć 100 kg. Ciekawe czy to prawda? Bo jeśli tak to dyskwalifikuje to mnie (96 kg).”

Nie wiem co Kross podaje w instrukcji, choć 100 kilogramów (razem z rowerem) to faktycznie bardzo mało. Może chodziło o rower szosowy? Bo na trekking wystarczy wrzucić 15 kg bagażu, sam rower niech waży 15 kg i już zostaje jedynie 70 kg na rowerzystę :) Najlepiej byłoby się dopytać sprzedającego, niech po prostu zerknie w instrukcję.

Co do pękających szprych czy słabych kół – powiem tak – wszystko zależy od tego jak dużo i w jaki sposób się jeździ. Oczywiście jakieś wady produkcyjne zawsze mogą się zdarzyć. Ale w rowerach tej klasy, jeżeli będziesz dbał o właściwe ciśnienie w oponach i nie skakał po krawężnikach, to koła powinny bez problemu kręcić się przez dłuższy czas.

pegasus premio sl 11 alfine

Po debacie z moją żoną (która 2 miesiące temu kupiła nowy rower) oraz kolegą, który również dość dużo jeździ, pojawiła się propozycja zakupu używanego jednośladu. Znaleźli w jednym z popularnych serwisów rower Pegasus Premio SL 11. Super rower, trochę lepszy niż sam chciałem, jedyne czego się w nim boję (to poza ceną zakupu), to tylna piasta posiadająca aż 11 przełożeń! I tak z tym swoim dylematem siedzę i dumam. Może jesteś w stanie mi coś pomóc w wyborze? Pozdrawiam, Bartek

Nie napisałeś w jakiej cenie możesz go kupić, ale to już uściślimy w dyskusji pod tekstem :) Sam rower (jako nowy) prezentuje się bardzo, bardzo dobrze. A 11-rzędowy napęd Shimano Alfine da Ci z jednej strony spory zakres przełożeń, z drugiej natomiast bezproblemowe działanie, o ile będziesz regularnie wymieniał olej w piaście i raz na jakiś czas oddawał na większy przegląd. O czyszczeniu, smarowaniu i wymienianiu łańcucha nie wspominam, bo to chyba naturalne :)

Tak czy owak, dylemat nowy, ale gorzej wyposażony, czy używany, a z lepszym osprzętem – jest stary jak świat. Cóż, Kross czy Romet (zwłaszcza model Wagant 1, ponieważ ma wolnobieg, już lepiej dołożyć do modelu Wagant 3) wypadają bardzo blado przy tym Pegasusie. No, ale stoi za nimi gwarancja i pewność, że rower nie był nigdy naprawiany jakąś druciarską metodą. Ale jeżeli tylko Pegasus jest w dobrym stanie, nie wygląda na zajeżdżonego, a napęd nie wydaje żadnych podejrzanych dźwięków, a przełożenia zmieniają się płynnie – to mocno bym się nad nim zastanowił. Taki rower może Ci posłużyć po prostu dużo dłużej.

A Wy co poradzilibyście Bartkowi? Znacie jakieś modele rowerów trekkingowych do 2000 złotych z ramą 23 cale? A może lepiej skupić się na poszukiwaniu używanego roweru i nie zawracać sobie głowy gwarancją?



Aby napisać komentarz pod wpisem, nie musisz się rejestrować! Wystarczy, że podasz swoją nazwę i e-mail oraz zaznaczysz ptaszkiem "Wolę pisać jako gość". Trzeba odhaczyć jeszcze dwa okienka od góry, gdzie zgadzacie się na przetwarzanie Waszych danych. Zapraszam do komentowania - odpisuję na wszystkie pytania, nawet w starych wpisach.