Skocz do zawartości
micki5001

Trasa 130 km bez wcześniejszych przygotowań?

Polecane posty

Jestem lekko w szoku, że aż tak mocno odradzacie chłopakowi tę trasę. Mi się wydaje, z perspektywy własnych doświadczeń, że nie jest to jakiś kosmiczny dystans, zakładając, że rower jest w miarę wygodny (np. mój stary to obiektywnie złom, ale jazda na nim była jak na komfortowym fotelu, tylko prędkości żadne, no i kosmiczny ciężar jak dla kobiety). Młody, zdrowy organizm powinien dać sobie radę bez żadnego problemu, chociaż po przejechaniu 130 km ot tak nikt medalu nie wybije i prawdopodobnie trzeba będzie swoje przecierpieć później. Wydaje mi się, że jakiekolwiek przygotowanie u tak młodych ludzi wystarczy. Mi akurat pierwsza setka strzeliła prawie 10 lat później, ale po prostu wcześniej nie złapałam bakcyla 😉 Kluczową kwestią jest raczej odpowiednie nawodnienie i jedzenie (zróbcie sobie dużo kanapek i weźcie jakieś słodycze bądź bądźcie gotowi na zakupy po trasie), a do tego właśnie w miarę wygodny sprzęt - np. nie wyobrażam przejechania takiego dystansu na rowerze szosowym, z niedobranym siodełkiem. Jeśli jesteś facetem to pewnie też ważne będą spodenki.

Cieszanów, czyżby festiwal rockowy? Baw się dobrze i nie poddawaj się 😉 Trasa wydaje się bardzo fajna. Jeśli mogę coś doradzić to jedźcie tą 3cyfrówką właśnie, nie pchajcie się na 2cyfrowe drogi, które są zazwyczaj bardziej oblegane (oczywiście to też w dużym stopniu zależy od regionu, ale osobiście dla mnie przejazd moim odcinkiem 10 czy 60 bądź 62 to zawsze było przeżycie i jakieś problemy).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, halina napisał:

Jestem lekko w szoku, że aż tak mocno odradzacie chłopakowi tę trasę

Nikt mu nic odradzał ☺️ . Doradzano tylko odpowiednie przygotowanie. Jak np. guma strzeli a nie ma zapasu, ani pompki ani łatek, ani narzędzi, albo umiejętności wymiany, to żaden zapał nie pomoże ☺️ . No chyba że ktoś jest ładną dziewczyną, to zawsze można kogoś poprosić o pomoc. Jak nie, to trzeba sobie radzić samemu. Albo trzeba mieć wyjątkowe szczęście jak pewien rowerzysta (czytałem na jego blogu) który przejechał całą Norwegię bez pompki i nie złapał ani jednego kapcia. Problem miał dopiero w drodze powrotnej gdy po przewiezieniu roweru samolotem (na czas lotu zalecane jest spuszczenie powietrza z opon) nie mógł już w Polsce napompować. (całą relację można przeczytać tutaj : http://blogrowerowy.pl/wpis/wyprawa-rowerowa-norwegia-2008 , ciekawa swoją drogą  )

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wyobrażam sobie gościa, który nie jeździ wcale bądź prawie wcale i chce pyknąć 130 km... No można, pewnie. Jak jest twardy to się nie zająknie. Będzie też cieplej więc i może łatwiej (choć nie wiem, bo ja np. wolę niższe temperatury). A niech złapie ich deszcz, jakieś problemy techniczne, bądź temperatura powyżej 30 st. Zamiast przyjemności to będzie jazda na przetrwanie. I nie piszę tu o autorze wątku ale właśnie o koledze. Słowo klucz to przygotowanie. Jakiekolwiek: odporność dupska, ewentualne awarie, fatalna pogoda itd. Nie trzeba mieć ze sobą warsztatu, ciuchów za tysiące czy wypasionego roweru ale jakieś minimum się przyda żeby zamiast przyjemności nie była to droga przez mękę.

Jak już pojedziecie i wrócicie, to daj znać jak było. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No i dokładnie to miałam na myśli, o czym pisze @rowerowy365. Tak sobie nawet rano pomyślałam, że to jest mniej więcej jak pytanie, ile człowiek jest w stanie przeżyć na przykład bez wody. No i powiedzmy, że skoro da radę tydzień, to spokojnie mogę nie pić trzy dni i jeszcze mi zostanie w zapasie. Pytanie, na ile jest to tego warte, jeśli nie jest to sytuacja ekstremalna, ale dobrowolna decyzja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja mam przykład mojego młodego. Jak miał 12 lat to już jeździł z nami sporo po górach, czasami po 100 km i kozaczył. Żeby mu udowodnić że nie taki z niego kozak, puściłem go specjalnie na trasę wokół Hrubego Jesenika w Czechach, którą kiedyś jechaliśmy i wiem że jest to hardcore, ok. 120 km z ponad 2000m przewyższenia. Został puszczony z moim kumplem Cyborgiem, specjalizującym się w jeździe po górach żeby młodemu podkręcał tempo. Wszystko było dobrze do ostatniego podjazdu po 100 km, który ma kilka km długości i 500m przewyższenia. Zdechł jak pies i ledwo wjechał jadąc w tempie 3 km/h. Odechciało mu się roweru na parę dni i zrozumiał że ma pewne ograniczenia i dużo mu jeszcze brakuje.

Może być że łykną chłopaki tę trasę łatwo. A może być że się skończą się po 70-80 km jeśli złapią ich kurcze, głód albo się obetrą. Inny młody, brat mojej byłej żony, kiedyś po 60 km jazdy w zwykłych spodniach, moczył tyłek przez tydzień w wannie i doprowadzał do ładu obtarcia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zależy, czy chce się kogoś usadzać, czy chce się z nim przejechać dystans bez obaw, że będą problemy. Pewnie też bym przeszkoliła tak swoje dziecko, zresztą kogokolwiek, bo ludziom bez pokory nie ufam za grosz i budzą u mnie najgorsze instynkty. Nie z zazdrości. Z obawy, że są niebezpieczni nie tylko dla siebie, ale i dla otoczenia. Niestety, nie zawsze mam takie możliwości, więc zawsze kolega pokroju Cybroga będzie cieszył 😉 Dziedzina jest przy tym dla mnie obojętna. Miałam na studiach gościa, który nie słuchał nikogo, a każdemu adwersarzowi zamykał dziób  cytowanym świętym Augustynem z pamięci i w oryginale (ewentualnie kimś innym, koniecznie z pamięci i koniecznie w oryginale). Widać było na kilometr, że po prostu jest zwykłym bubkiem, któremu bozia dała wielką mądrość, jednak on marnował ją na poniżanie innych. Więc wielka była moja radość, gdy go wreszcie jakiś wykładowca usadził. Z drugiej jednak strony nie każdy jest bufonem, czasem tylko brak mu znajomości własnych możliwości, co przestępstwem wprawdzie nie jest, ale może grupie przysporzyć nie mniejszych problemów. Ale to takie dywagacje, które nam, dwukrotnie starszym (jak rany!) przychodzą łatwo, bo już swoje wiemy. I może trzeba dać chłopakom szansę na zdobycie własnych doświadczeń i popełnienie własnych błędów. Takie nauki zresztą pamięta się znacznie lepiej niż ględzenie mądrali 😉 I w sumie dobrze. Jakby każdy wierzył w "tak się nie da", dalej siedzielibyśmy na drzewach. A że przy tym trafi się niejeden Ikar... chyba taki urok młodości, nie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kilka lat temu jeden z uczestników maratonu rowerowego przypłacił brak rozwagi swoim życiem, odszukałem artykuł na ten temat:  http://olsztyn.wyborcza.pl/olsztyn/1,48726,18312750,Smierc_w_upale_na_maratonie__Organizator_ostro_o_zmarlym.html Tak że niestety przekracznie własnych granic może się trochę gorzej skończyć niż obtarty od siodełka tyłek.

Ewentualnie polecam autorowi wątku zapoznanie się z podobnym tematem na innym forum : https://www.forumrowerowe.org/topic/232405-100km-jutro-magiczna-setka/ Też jest tam trochę rad, jak też relacja z wyprawy (ostatecznie było około 130 km).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No jasne, w ogóle wychodzenie z domu na rower i włączanie do ruchu ulicznego może skończyć się gorzej niż tylko zadartym kolanem. Jak ktoś nie słyszał o czymś takim, jak zdrowy rozsądek, to mu żaden artykuł nie pomoże, a że i najzdrowsza osoba może sobie po prostu "wziąć i umrzeć", to niestety jest wkalkulowane w nasze życie. Więc nie wiem na co komu takie sensacje. Dopiero co Halina pisała o straszeniu, to stwierdziliście, że nikt nikogo nie straszy... W sumie jakby tak na to spojrzeć, moi dziadkowie też rok rocznie nas nie straszą, jak jedziemy do Częstochowy, tylko mówią, że na drogach jest duży ruch i niedawno w kolumnę rowerzystów wjechał tir. A potem i tak widzę ludzi jadących parami mimo trąbienia albo wyprzedzających na podjazdach na trzeciego, bo inaczej się uduszą. Na pewno im dziadkowie o możliwości wypadku nie powiedzieli, dlatego tak się zachowują.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Śmierć lub zasłabnięcie na wyścigach dotyczy głównie kolarzy po 40-tce. Głównie tych z problemami z krążeniem albo przekoksowanych.

Konkretnie wymieniony przypadek był gościa blisko 40-tki, który ścigał się na maratonie mtb w blisko 40-stopniowym upale, przeszacował swoje siły, zapewne zrobiło mu się słabo i odszedł się położyć dłuższy kawałek od trasy wyścigu. I zmarł bo nie mogli go znaleźć. Jakby leżał przy trasie może by przeżył. Chyba na zawał o ile dobrze pamiętam.

Moja koleżanka w zeszłym roku, lat 45, ścigała się w maratonie w Warszawie. Było ze 32-33 w cieniu. Padła koło karetki po jednym okrążeniu i zajęło jej z pół godziny zanim doszła do siebie. Ja też kiedyś w 37 w cieniu zdobywałem najtrudniejszy podjazd Czech. W słońcu było 50. Kolega jadący ze mną dostał kurcze w niemal wszystkie mięśnie nóg. Potem zjechaliśmy i walnąłem browarka dla ochłody, który tak mi uderzył do głowy że leżałem pod murem cmentarza ponad godzinę 🙂

Ale to raczej nie dotyczy młodych chłopaków. Nie będą się ścigać i chyba będą jechali po płaskim a to bardzo istotna różnica.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie chodzi o straszenie, tylko o minimalizowanie ryzyka. Są sytuacje na które nie ma się żadnego wpływu, np. zachowanie kierowców. Chociaż i w tym przypadku jest pewne rozwiązanie polegające na wybieraniu mniej uczęszczanych dróg. W innych przypadkach istnieją proste metody. Ja np. przed wyprawą jedno czy wielodniową robię sobie tzw. checklistę i odhaczam wszystko do zabrania z podziałem na główne grupy: serwis roweru, ubrania, lekarstwa (w tym krem ochronny przed słońcem, plastry, itp), sprzęt biwakowy. Można takie listy znaleźć w necie, tworzone przez doświadczonych bikerów. Dzięki temu mam praktycznie pewność, że nie okaże się po drodze, że nie zabrałem czegoś istotnego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hmm. Przeczytałem wasze odpowiedzi, i niewiem czy mi się to uda. Ale taki cel ustanowiłem, warto przestrzegać zasad "jak nie zasłabnąć i nie zatrzeć tyłka" i także wierzyć w siebie. Aha i zapomniałem napisać, ja jadę rowerem trekkingowym (koła 28 nie za grube, nie za cienkie, jeszcze dobrałem sobie troche szersze siodełko(bardzo wygodnie się siedzi, nie wbija się tyłek) z wycięciem. Tak, w Cieszanowie jest rock festival a tak się składa, że jedziemy odwiedzić kolegę przy Cieszanowie. Jak nie zapomnę to zrobię relację z wyprawy. Dzięki wszystkim za odpowiedzi, nie spodziewałem się tylu😃

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Uda się !  Szczególnie jak się dobrze przygotujecie, "Be Prepared" 🙂 . Rower trekingowy jak najbardziej odpowiedni na taką wycieczkę. Powodzenia.

Cytata z Wiki https://en.wikipedia.org/wiki/Scout_Motto#Baden-Powell_on_"Be_Prepared"

Cytat

Baden-Powell on "Be Prepared"[edit]

In English, this motto is most commonly Be Prepared. In the third part of Scouting for Boys Robert Baden-Powell explains the meaning of the phrase:

The Scout Motto is: BE PREPARED which means you are always in a state of readiness in mind and body to do your DUTY.

  • Be Prepared in Mind by having disciplined yourself to be obedient to every order, and also by having thought out beforehand any accident or situation that might occur, so that you know the right thing to do at the right moment, and are willing to do it.
  • Be Prepared in Body by making yourself strong and active and able to do the right thing at the right moment, and do it.[1]

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

OD siebie - oprócz wody lub lepiej izotonika (ja używam tego https://www.activlab.pl/pl/p/Isoactive-630g/1548) można dodatkowo będąc u skraju dopalić się tym https://www.i-apteka.pl/product-pol-43444-SWANSON-Astragalus-ekstrakt-500mg-x-120-kapsulek.html - przy czym nie jak już padamy na pysk bo wtedy to tylko karetka lub LSD 😉 tylko jak czujemy że słabniemy ale kręcić jeszcze damy radę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W kwestii motto na swoim FB mam takie:
Pain is only temporary, pride is forever

W kwestii chemii.
Najlepsza przedtreningówka z jaką miałem do czynienia i którą obecnie używam nazywa się Biogenix Cell Pump Revolution
Na dłuższe wyprawy zawsze wożę ze sobą porządny shot megnezu+B6 na kurcze mięsni, konkretnie Nutrend MagnesLife Strong
Na ostatnią godzinę jazdy używam czasem świetnie działającego na mnie shota Nutrend Gutar.
A poza tym stacje paliwowe przyjacielem rowerzysty. I po drodze nie jemy żadnych ciężkostrawnych potraw ani nie pijemy żadnego alkoholu. Dopiero po.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×